Analityk James Kissane z działu usług komputerowych Bear Stearns pojawił się na taśmie wideo promującej IPO i wypowiadał się razem z dyrektorami iPayment. Zachwalał przy tym zakup akcji komputerowej spółki jako "dobrą inwestycję".
Technicznie Bear Stearns nie naruszył litery porozumienia z władzami regulacyjnymi, ponieważ wchodzi ono w życie dopiero po 60 dniach. Jednak Stephen Cutler, kierujący działem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) zajmującym się egzekwowaniem przepisów giełdowych, nie ukrywał zdumienia z powodu działań Bear Stearns. - To, że zakaz takich działań jeszcze nie obowiązuje, w niczym nie zmienia mojego rozczarowania - stwierdził Cutler w oświadczeniu. Bear Stearns ustami swojej rzeczniczki przeprosił za incydent. Firma podjęła kroki, aby nie doszło do podobnych skandali w przyszłości - zapewnił dom maklerski. Mimo to ostateczną wycenę IPO iPayment odłożono o kilka dni.
Na mocy zawartej pod koniec kwietnia ugody 10 wielkich firm z Wall Street zapłaci w sumie 1,4 mld USD jako zadośćuczynienie za konflikt interesów swoich analityków. Eksperci kilku domów maklerskich wydawali bowiem w latach technologicznej hossy rekomendacje pod dyktando działów inwestycyjnych swoich firm. Najwięcej grzechów na swym koncie miały Salomon Smith Barney, będący częścią Citigroup, Merrill Lynch oraz Credit Suisse First Boston. "Działka" Bear Stearns to 80 mln USD.
Wszystkie domy maklerskie zobowiązały się do ścisłego rozdzielenia swoich działów inwestycyjnych od analitycznych i odbudowy tzw. chińskiego muru, który strukturalnie miał likwidować zależności finansowe między tymi działami. Po ujawnieniu afer banki inwestycyjne wprowadziły już część tych zmian z własnej inicjatywy.