Wtorkowa sesja przyniosła spadki kontraktów terminowych na WIG20. Nie zmienia to jednak w najmniejszym stopniu sytuacji na rynku. Nadal tkwimy w konsolidacji i w zasadzie niewiele wskazuje na to, aby miała się ona szybko zakończyć.

Kolejna sesja notowań na rynku terminowym pokazała, że popyt nie jest w stanie doprowadzić do żadnej wyraźniejszej zwyżki. Nieco wyższe otwarcie umożliwiło kontraktom kolejny test oporu na poziomie 1160 pkt. Potem ceny już swobodnie spadały. Właściwie od początku maja kontrakty poruszają się w konsolidacji pomiędzy 1130- -1160 pkt. Ostatnie niezbyt pomyślne dla byków notowania przybliżają więc tym razem test dolnego ograniczenia. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że spadek podczas sesji odbył się dużym kosztem rozciągniętej do ponad 10 pkt bazy.

Sytuacja na rynku wygląda wręcz katastrofalnie z punktu widzenia zmienności. Co prawda, naturalną rzeczą jest to, że rynek przebywając w trendzie bocznym nie ma ochoty na większe ruchy, jednak już praktycznie historyczne minima ATR świadczą o coraz trudniejszych warunkach dla graczy na rynku terminowym. Co prawda, pokonanie 1130 lub 1160 pkt powinno przynieść bardziej znaczący ruch, jednak już wiele razy mieliśmy do czynienia z fałszywymi wybiciami, które równie szybko się kończyły, jak zaczynały.

W średnim terminie kluczowymi poziomami są 1180 pkt oraz linia trendu wzrostowego poprowadzona przez dołki z marca. Przebicie tego pierwszego może dać wreszcie jakiś impuls wzrostowy, natomiast pokonanie tej linii będzie równoznaczne z powstaniem formacji głowy z ramionami, kształtowanej przez niemal 3 miesiące i spadkami do 1050 pkt.