W latach 1990-2001 Unia Europejska zaoferowała Polsce prawie 3 mld euro ze środków funduszu PHARE. W tym czasie udało nam się przedstawić projekty na sumę 2,1 mld euro, a do kraju napłynęło faktycznie 1,7 mld euro, czyli 62% całej kwoty. Pod względem wartości zaakceptowanych projektów i wielkości rzeczywistych transferów plasujemy się dokładnie pośrodku stawki. Liderem są Węgry, którym udało się zakontraktować prawie 82% środków i otrzymały do końca 2001 r. 74% całej przyznanej im kwoty. Lepiej wygląda sytuacja w przypadku ISPA. Z limitu, który wynosi 37% sumy przyznanej dla wszystkich krajów, wykorzystaliśmy już prawie wszystko.

Wskaźniki nie są złe, ale zdaniem Marcina Nowickiego z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, problem nie tkwi w wielkości przekazanych funduszy. - Pieniądze, które zaoferowała nam Unia, są bardzo duże w stosunku do możliwości absorpcyjnych naszej gospodarki. Jeżeli będziemy skupiać się wyłącznie na wielkości transferów, większość inwestycji będzie mało efektywna w długim okresie. Należy dbać o to, by wykorzystywać przyznane nam środki racjonalnie, a nie tylko, by było ich jak najwięcej - powiedział M. Nowicki. Jest to o tyle istotne, że po wejściu do Unii skala pomocy będzie znacznie większa - prawie 60 mld zł w ciągu pierwszych trzech lat członkostwa. Wykorzystanie funduszy przedakcesyjnych na efektywne inwestycje może przełożyć się na zwiększenie możliwości absorpcyjnych naszej gospodarki w przyszłości.

- Cechą inwestycji infrastrukturalnych jest długi horyzont czasowy ich realizacji. Niestety, politycy mają skłonność do myślenia w kategoriach kalendarza wyborczego, co powoduje, że preferowane są projekty, których efekty można szybko zdyskontować. Należy zbudować taki system weryfikacji wniosków, który będzie preferował inwestycje długoterminowe - dodał M. Nowicki.