Wczorajsza sesja będzie z pewnością tak samo pamiętana, jak ta sprzed roku. Po długotrwałym marazmie popyt w końcu zaatakował. Wśród graczy na rynku widać jednak poważne obawy, czy i tym razem nie skończy się to podobnie. Rok temu ten szczęśliwy dla wszystkich dzień okazał się pułapką. Popyt zaatakował tylko po to, by wywołać wśród uczestników rynku złudne nadzieje i przeprowadzić dystrybucję papierów.

Wzrost niewątpliwie jest widoczny i cieszy fakt, że towarzyszy mu duży obrót. Właściwie należałoby powiedzieć wielki, jak na ostatnie miesiące. Na rynku kasowym odnotowano ponad 550 mln złotych. To najwyższy obrót od połowy października 2001 roku. W ubiegłym roku, w maju także wartość obrotu była duża, a jak się to skończyło, to pamiętamy wszyscy dość dobrze.

W takich sytuacjach zwykło się mawiać, że jeśli ktoś zainicjował potężnym kapitałem tak duży wzrost to należy oczekiwać, że akcja ta, jest przemyślana i będzie kontynuowana. Jeśli powie się A, to należałoby powiedzieć B. Historia nauczyła nas, że nie koniecznie to B faktycznie się później pojawia. Na naszym rynku jest ostatnio zauważalna tendencja do pojawiania się sytuacji, gdzie ktoś krzyczy A i szybko ucieka, o B nawet nie myśląc. Tego właśnie obawiali się gracze zamykający długie pozycje na końcowym fixingu. Nie było widać panikujących posiadaczy krótkich pozycji, ale właśnie obawiające się podwójnego szczytu byki. Jak jest w istocie, czy to znowu fałszywka, wie tylko ta osoba, która całe zamieszanie wywołała. Reszta dowie się tego wnioskując po przebiegu dzisiejszej sesji. Na razie można jedynie stwierdzić, że zasadne jest trzymanie długich pozycji, póki ceny nie przebiją wsparcia, za jakie teraz można uznać połowę wczorajszej białej świecy.