Kocham jeździć samochodem. Zresztą miłość miłością, czasem jednak bez samochodu trudno po prostu funkcjonować. Jak się jeździ, to trzeba tankować. I tu zaczyna się problem.
Po pierwsze - cena. Od momentu rozpoczęcia wojny w Iraku ropa naftowa zaczęła tanieć. Mało tego, od półtora miesiąca bardzo wyraźnie spada cena dolara. A to właśnie w tej walucie rozliczany jest import ropy. Jak się te dwa elementy do siebie doda, to powinniśmy płacić na stacjach znacznie mniej, niż przed zaognieniem konfliktu na Bliskim Wschodzie. Powinniśmy, nie oznacza, niestety, że płacimy....
Po drugie - jakość. Monopol monopolem, takie jego prawo, że ceny dostosowuje do siebie. Gorzej, że i detaliści kroją nas równo. Oto bowiem prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta informuje, że wszystkie, (powtarzam: wszystkie) skontrolowane w 2002 r. stacje benzynowe fałszowały paliwa. Bez komentarza. Ale jeden pozytywny wniosek nasuwa się sam: to przynajmniej te skontrolowane stacje mamy już z głowy. Gdzie tam! Jak sprzedawały tak sprzedają, kara nie zrobiła na nich większego wrażenia. Mało tego, dalej kontrolować nie bardzo można, bo nie ma środków.
To jednak nie koniec. Kiedy premier przyznał dodatkowe pieniądze na kontrole, zaraz mogliśmy przeczytać anonimowe wypowiedzi ajentów i właścicieli stacji. Co mówili? Że więcej kontroli to nie jest duży problem, co najwyżej trzeba będzie więcej płacić kontrolerom.
Po trzecie - ilość. Przypominam sobie wyniki badań sprzed mniej więcej roku, które dotyczyły dokładności wskazań dystrybutorów. Jak nie trudno zgadnąć, w każdym przypadku liczniki pokazywały więcej, niż w rzeczywistości tankowano. Wyniki nie były tak zatrważające, jak w przypadku jakości paliw, bowiem w części przypadków błędy mieściły się w granicach tolerancji. Jak powszechnie wiadomo, granice tolerancji są dwie. Czasem liczydło może zatem, przynajmniej teoretycznie, pokazywać mniej, niż w rzeczywistości wlano, czasem więcej. Ciekawe jednak, że z tym pierwszym przypadkiem żaden kontrolujący się nie spotkał....