Reklama

Szansa dla najbogatszych

Ujednolicony podatek dochodowy będzie miał coraz mniejsze znaczenie w konkurencji między firmami, oceniają prawnicy i przedsiębiorcy. Największy minus to wyższe obciążenia tych, którzy dziś płacą najniższą stawkę PIT, a rozliczają się według książki przychodów i rozchodów. Dla ryczałtowców nowe zasady niewiele zmienią, natomiast są dużą szansą dla podatników, którzy dziś płacą najwyższe stawki podatków osobistych.

Publikacja: 17.05.2003 09:33

Większość rozmówców PARKIETU dobrze ocenia propozycje zmian w CIT autorstwa Ministerstwa Finansów, choć, zdaniem niektórych, nie idą one wystarczająco daleko. - CIT to jeden z najlepszych elementów zmian podatkowych reformy finansów publicznych. W takiej postaci może on uwolnić znaczne zasoby w gospodarce - mówi Michał Stolarek, radca prawny z kancelarii White & Case.

- Wprowadzenie jednego podatku dla przedsiębiorców oceniamy pozytywnie - twierdzi Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

- W przypadku podatków dochodowych dużo ważniejsze są zapisy dotyczące tego, co można zaliczać do kosztów uzyskania przychodu. Przedsiębiorców bardziej obchodzą zapisy ordynacji podatkowej, np. dotyczące klauzuli obejścia prawa, niż dywagacje na temat samej stawki CIT - uważa Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha.

Zryczałtowane zostają

Choć wszyscy przedsiębiorcy mają z zasady płacić jeden podatek, to Ministerstwo Finansów zostawiło furtkę dla najmniejszych podmiotów. Nadal bowiem będą obowiązywały zasady ryczałtowego opodatkowania, jak np. ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. Mogliby z niego korzystać ci przedsiębiorcy, których roczne obroty nie przekroczą 800 tys. euro.

Reklama
Reklama

Będzie też utrzymana karta podatkowa - jedna z wygodniejszych form rozliczania się z fiskusem. Według obowiązujących zasad, podatnik nie musi prowadzić ksiąg rachunkowych ani płacić zaliczek. Podatek, jaki wpłaca co miesiąc, raz w roku ustala urząd skarbowy. Nie każdy jednak może z tego korzystać. Przepisy podatkowe precyzują, jacy przedsiębiorcy i z których branż mogą się o to ubiegać. Czy katalog zostanie zmieniony pod rządami nowych ustaw - tego program naprawy finansów nie precyzuje.

W założeniach do programu nie ma też mowy o opodatkowaniu na podstawie księgi przychodów i rozchodów. Jednak nie oznacza to wcale, że wszyscy przedsiębiorcy będą musieli od razu przejść na pełną księgowość. Osoby fizyczne nadal będą mogły stosować księgę przychodów i rozchodów. Podobnie będzie w przypadku spółek cywilnych i jawnych osób fizycznych oraz spółek partnerskich.

W planach resortu finansów znalazło się natomiast wprowadzenie nowego typu podatku zryczałtowanego. Miałby być pobierany od dochodów obliczanych przy zastosowaniu zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodu. Oznacza to, że resort opracuje tabelę z szacunkowymi wartościami tych kosztów dla poszczególnych branż.

Ze wszystkich tych form będą mogły korzystać tylko osoby fizyczne - czyli ci przedsiębiorcy, którzy dziś rozliczają się według ustawy o PIT. Resort dopuszcza także możliwość stosowania tych zasad przez niektóre spółki osobowe.

Część przedsiębiorców straci

Na całej operacji jednak stracą ci, którzy dziś rozliczają się według najniższej stawki PIT i korzystają z książki przychodów i rozchodów. Według niektórych szacunków, takich przedsiębiorców jest 1,5 mln. Według wiceministra gospodarki i pracy Jacka Piechoty, efektywna stawka dla nich wynosi 13%. Przejście tych osób do 19-proc. CIT bez żadnych ulg będzie oznaczało wzrost obciążeń. W efekcie główny cel, jakim jest wspieranie przedsiębiorczości i walka z bezrobociem, może nie zostać osiągnięty.

Reklama
Reklama

- Tego rodzaju działanie na pewno nie sprzyjałoby tworzeniu nowych miejsc pracy w tym segmencie - mówił wiceminister Jacek Piechota w wywiadzie dla PARKIETU przed kilkoma dniami. Jego zdaniem, beneficjentem zmian stawek będą te firmy, które dziś rozliczają się jako osoby prawne i płacą 27-proc. CIT. - Oni zainwestują zaoszczędzone w ten sposób środki przede wszystkim w obniżanie kosztów, czyli np. informatyzację, mechanizację zakładu. A takie działania powodują ograniczanie liczby miejsc pracy. Tymi, którzy mogą je stworzyć najszybciej, są właśnie przedsiębiorcy mikro, którzy najczęściej prowadzą działalność jako osoby fizyczne. To im w szczególny sposób trzeba stworzyć przestrzeń finansową do zatrudniania nowych ludzi - uważa wiceminister gospodarki i pracy.Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z PKPP, pozostawienie ryczałtowych form rozliczania się z podatku dochodowego powinno wspomóc małe firmy. J. Mordasewicz chwali też sam pomysł ujednolicenia zasad opodatkowania działalności gospodarczej. - Taki postulat zgłaszaliśmy od dawna. Obecny stan, w którym część firm rozlicza się według CIT, a część według trzystopniowej skali PIT, utrudnia alokację kapitału - uważa ekspert PKPP.

J. Mordasewicz przypomina, że według wyliczeń Ministerstwa Finansów, obniżenie stawki CIT o 1 pkt proc. to ok. 500 mln zł mniej w budżecie. Oznaczałoby to, że w kasach przedsiębiorstw powinno zostać ok. 4 mld zł. - Dla porównania: firmy w 2001 r. ograniczyły swoje koszty pracy o ok. 10 mld zł. Nie sądzę jednak, żeby przedsiębiorstwa były bogatsze o te 4 mld zł, bo przecież plan resortu finansów zakłada likwidację ulg, zwiększy się też podatek od dywidendy. Wynik netto może być więc gorszy - mówi J. Mordasewicz.

Reforma zbyt płytka

Inaczej widzi sprawę Michał Stolarek, radca prawny kancelarii White & Case. Jego zdaniem, dzięki jednolitym zasadom opodatkowania przedsiębiorców system stanie się prostszy, a podatki przestaną być elementem konkurencji między firmami. Dodaje, że z tego powodu powinno odejść się od podatku zryczałtowanego i karty podatkowej - wtedy zasady byłyby jednakowe dla wszystkich.

- Skoro autorzy projektu decydują się na wprowadzenie podatku dochodowego dla rolników, likwidując w ten sposób ich przywileje, to nie ma powodu, dla którego miałby utrzymywać uprzywilejowanie innych grup, np. rzemieślników - uważa M. Stolarek.

Według Roberta Gwiazdowskiego z Centrum im. Adama Smitha, sprawa wysokości stawki CIT i włączenia do niego wszystkich przedsiębiorców, to dyskusja zastępcza, a zamieszanie ze stawkami tego podatku dowodzi, że Ministerstwo Finansów nie ma spójnej koncepcji zmian. - Na samym początku utrzymywało, że 24% to próg, poniżej którego nie da się zejść ze względu na dochody budżetu. Kilka tygodni później okazało się, że bez problemu można przyjąć 19-proc. stawkę. Oznacza to więc, że wysokość stawki nie ma zbyt dużego znaczenia - mówi R. Gwiazdowski.

Reklama
Reklama

R. Gwiazdowski dodaje, że dużo ważniejsze dla firm są zasady zaliczania w koszty uzyskania przychodów pewnych grup wydatków i zapisy ordynacji podatkowej, które blokują przedsiębiorczość. A w tych dziedzinach, jego zdaniem, niewiele się zmieni.

Niższy CIT to szansa

dla bogatych

Sprawa stawek CIT to jednak nie tylko zabieg psychologiczny, który ma uspokoić pewne grupy społeczne. Coraz częściej słychać opinie, że Ministerstwo Finansów chce w ten sposób tylnymi drzwiami wprowadzić obniżkę podatków dla zamożnych. Wprowadzenie jednolitego opodatkowania dochodów z działalności gospodarczej - i to na stosunkowo niskim poziomie - może zachęcić do otwierania własnych firm osoby, które dziś płacą wysoki PIT i wykonują np. wolne zawody. Ministerstwo Finansów liczy się z taką możliwością. Niektórzy eksperci sądzą, że być może zrobiło to świadomie. Tak znaczne obniżenie podatków dla zamożnych może w efekcie zwiększyć poziom oszczędności w gospodarce.

W pierwszej fazie może jednak okazać się bardzo kosztowne dla państwowej kasy. Według naszych szacunków, samozatrudnianie się podatników z górnych przedziałów skali podatku od dochodów osobistych to ubytek ok. 4 mld zł dla budżetu. 19-proc. podatek dla firm osobie płacącej dziś 40-proc. PIT może dać średnio w skali roku oszczędności ponad 20 tys. zł. Oficjalnie resort finansów nie obawia się masowego przechodzenia pewnych grup podatników do CIT.

Reklama
Reklama

- Nie sądzę, żeby było aż tak źle. Może tu zadziałać taki sam efekt, jaki mieliśmy po 30-proc. obniżeniu akcyzy na alkohol w ub.r. Wówczas też miały znacząco spaść dochody budżetu. Nic takiego się nie stało - mówi Michał Stolarek.Zdaniem prawnika White & Case, nawet bez "pospolitego ruszenia" najbogatszych podatników skutki całej operacji będą bardzo widoczne. - Bez względu, ile osób przejdzie do CIT, to będzie dobre dla gospodarki i budżetu. Dzięki temu osoby najbardziej aktywne będą mogły dysponować większymi środkami. Poza tym być może ujawni się część szarej strefy - ocenia M. Stolarek.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama