Od kiedy światowe rynki akcji pogrążyły się w bessie w marcu 2000 roku, nie było większej szansy na trwały trend wzrostowy. Wprawdzie na wykresie indeksu S&P 500, uważanego przez wielu analityków za kluczowy wskaźnik koniunktury na światowych giełdach, zdarzyło się już przełamanie głównej spadkowej linii trendu, ale nie stanowiło to początku trwałych wzrostów. Jest jeden zasadniczy, z technicznego punktu widzenia, powód, dla którego tym razem może być inaczej. Na wykresie S&P 500 widoczna jest 10-miesięczna konsolidacja. Mając za sobą tak silną podstawę, indeks powinien piąć się do góry przynajmniej przez kilka miesięcy. Warunek jest jeden - linia trendu pociągnięta po szczytach z września 2000 roku i marca 2002 roku musi zostać przełamana. Naturalną konsekwencją wybicia z konsolidacji górą byłoby załamanie 5-letniej formacji głowy i ramion, co odsunęłoby od amerykańskiego rynku akcji widmo scenariusza japońskiego (po wybiciu w dół z bardzo podobnej formacji Nikkei 225 przez 9 lat poruszał się w trendzie bocznym).
Konsekwentnie rosną notowania spółek technologicznych. Wprawdzie indeks Nasdaq Composite, po przekroczeniu 1500 punktów, zwolnił nieco tempo, ale na razie trudno jest znaleźć powody do niepokoju. Nawet gdyby wzrost miał zakończyć się przed - pojawiającą się czasem jako poziom, do którego zmierza indeks - wartością 1650 punktów, to zakończenie to nie powinno być gwałtowne. Od października zeszłego roku Nasdaq Composite zyskał prawie 40%, a tak rozległe trendy nie kończą się z reguły z dnia na dzień. Gdyby w najbliższych dniach rozpoczął się spadek, interpretowałbym go jako ruch powrotny w kierunku 1490 punktów. Spadek poniżej 1450 punktów i znajdującej się na tym poziomie linii trendu wzrostowego byłby sygnałem, że podaż jest silniejsza niż to się początkowo wydawało.
FT-SE 100
- 4 tysiące punktów
Coraz mniejszą chęć do kupowania europejskich akcji dobrze widać w Londynie. Od dołka z 12 marca indeks FT-SE 100 zyskał 22%, docierając do poziomu 4 tysięcy punktów. Trwającą już ponad dwa miesiące zwyżkę podzielić można na dwie fazy. W trakcie pierwszej (12-21 marca) byki zdobywały teren bez kłopotu. W ciągu zaledwie 9 sesji indeks zyskał 17%. Po dość gwałtownej, ale krótkiej korekcie, w drugiej fazie zwyżki kupującym nie idzie już tak łatwo. Od 31 marca do 6 maja (23 sesje) FT-SE 100 wzrósł o 8%. Zmianę charakteru trendu najlepiej oddaje sam wykres. O ile pierwsza część zwyżki to praktycznie linia ciągła biegnąca w kierunku północnym, o tyle druga prezentuje się już jako seria nachodzących na siebie szczytów i dołków. Zasadne jest w związku z tym podejrzenie, że po gwałtownej zwyżce w marcu, druga część trendu służyła (i służy) dystrybucji akcji.