Według danych NBP na koniec I kwartału br., depozyty walutowe miały wartość 11,5 mld USD (około 46,6 mld zł uwzględniając kurs dolara do złotego z tego okresu). Oznacza to, że stanowią ponad 17% wszystkich depozytów w Polsce (273,3 mld zł na koniec marca br.).

Wydarzenia na rynku w ostatnich dniach sprawiły, że inwestorzy lokujący w amerykańskiej walucie ponieśli poważne straty. Wczoraj dolar kosztował na fixingu NBP 3,70 zł. W ciągu ostatniego roku oszczędzanie w dolarach przyniosło 8,3% straty (rok temu dolar kosztował 4,1 zł). Nie zrekompensuje tego nawet oprocentowanie lokaty dolarowej. Wynosi ono bowiem średnio około 0,6% w skali roku.

- Klienci trzymają oszczędności w walutach, obawiając się, że złoty może stracić na wartości. Wydaje się też, że spore znaczenie ma tu nadal zamiłowanie do dolara - uważa Andrzej Powierża, analityk z DI BRE Banku. Zwraca uwagę, że również banki, obawiając się kłopotów klientów w przypadku gwałtowanego osłabienia dolara, namawiają do zaciągania kredytów w złotych. W ten sposób unika się bowiem ryzyka walutowego

- W przypadku świadomych inwestorów lokowanie w amerykańskiej walucie może być elementem dywersyfikacji portfela. W tym przypadku wybierają oni instrumenty, takie jak np. obligacje Brady'ego czy papiery polskich firm denominowane w dolarach - powiedział Bogdan Goleń, szef sprzedaży korporacyjnej w BRE Banku.

Według Marka Zubera, głównego ekonomisty Treasury Management Services, w ciągu ostatnich lat można było zarobić na gwałtownym osłabieniu złotego do dolara. Przykładem może być lipiec 2001 i 2002 roku. Nieco inaczej było z euro. Waluta ta systematycznie zyskiwała na wartości. Przed rokiem kosztowała 3,7 zł wobec 4,34 zł obecnie. Oznacza to, że na umocnieniu euro można było zarobić 17%. - Obecnie elementem ryzyka, który może spowodować spadek wartości złotego, jest niepowodzenie referendum unijnego. Natomiast jeśli okaże się, że większość Polaków zagłosowała na "tak", to szanse na osłabienie polskiej waluty będą niewielkie - dodał M. Zuber.