Przed przyjęciem euro każdy kraj członkowski musi przez dwa lata przebywać w ERM2, systemie przygotowującym do przyjęcia euro. W tym czasie wartość danej waluty nie może się zmienić o +/-15%. Tego przedziału obawia się większość ekonomistów ze względu na możliwe ataki walutowe. Tymczasem - według Pedra Solbesa, komisarza UE ds. polityki pieniężnej, ten przedział jest za szeroki.
- Ecofin zdecydował już kilka lat temu, że z punktu widzenia stabilności kursu wymiany powinna zostać użyta wcześniejsza koncepcja, przewidująca +/- 2,25% - powiedział w Pradze.
Bogusław Grabowski nazwał te warunki "absolutnie tragicznymi" dla krajów kandydackich. Dlaczego? Ekonomiści są zgodni - utrzymanie walut krajów kandydackich w tak wąskim paśmie wahań jest praktycznie niemożliwe.
- Nawet jeśli NBP i Ministerstwo Finansów wspólnie będą podejmować działania, mające na celu utrzymanie złotego w tym paśmie, koszty będą ogromne, a i tak nie będzie pewności, że się to uda - powiedział Marek Zuber, główny ekonomista TMS. - Przykładem może być sytuacja na Węgrzech ze stycznia tego roku, kiedy bank centralny interweniując na rynku, doprowadził do znacznych wahań kursu forinta.
Z problemem utrzymania walut w tak wąskim przedziale spotkały się już wcześniej kraje Europy Zachodniej. W rezultacie ataków spekulacyjnych z europejskiego systemu kursowego o tak wąskim paśmie wahań wyleciały na początku lat 90. brytyjski funt i włoski lir. Na dodatek obecnie dochodzi do drastycznych zmian kursów walut, czego przykładem może być sytuacja na rynku euro i dolara.