Wczorajsza sesja była podobna do wielu poprzednich. Schemat został zachowany. Mieliśmy zatem zwiększoną aktywność na początku notowań oraz w ich końcowej części. Środek już tradycyjnie był mało zajmujący. Rozpiętość wahań cen, wynosząca 18 pkt, także mieściła się w zakresie średnich wahań obserwowanych ostatnio na jednej sesji.
Można byłoby na tym poprzestać, gdyby nie fakt, że taka sesja była już czwartą z rzędu po środowym wyskoku. Wydaje się, że wcześniejsze przypuszczenia, że ten wyskok cen był tylko sposobem na "rozprowadzenie" papierów na na rynku, znajduje swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Fakt, że wczorajsza sesja była równie mało zajmująca, jak trzy poprzednie był powodem rozczarowania wśród części graczy kierujących się w swoich poczynaniach formacjami świecowymi. Oczekiwano, że we wtorek sesja będzie niemal tak samo dynamiczna jak w środę. Liczono na trójkę hossy.
Tak się jednak nie stało. Początek sesji dawał jeszcze nadzieję. Szybki wyskok z poziomu otwarcia na 1159 nad 1170 pkt mógł się bykom spodobać. Niestety, ruch ten nie sprawił, że gracze zaczęli na wyścigi kupować co popadnie. Zaczęło się osuwanie, które trwało niemal przez cały środek sesji, by pod jej koniec przerodzić się w małą wyprzedaż. Na szczęście dla byków nie spowodowała ona, że kurs zamknięcia znalazł się pod poziomem połowy białej dziennej świecy ze środy. Jest więc jeszcze nadzieja. Przyznam, że podchodzę do niej sceptycznie. Taki ruch, jaki miał miejsce w środę, jeśli faktycznie miał być początkiem czegoś większego, powinien być szybko kontynuowany. Sądząc po obrotach, włożono weń sporo wysiłku, ale jak widać niewystarczająco dużo. Po kilku takich "jednodniówkach" pojawia się pytanie, czy stać nas jeszcze na jakiś trend?