Kampania przed referendum akcesyjnym nabrała rozpędu. Wreszcie coś się dzieje. Wcześniejsza promocja Unii była wielkim niewypałem. Szkoda było na nią naszych pieniędzy. Odpowiedzialne za nią osoby dały popis braku kompetencji.
Nic tak nie skłania do odważnych decyzji - a ta o przystąpieniu do UE do takich należy - jak wiara w lepsze jutro. Optymizm. Z tym jednak u nas krucho, wyjąwszy optymizm urzędowy. Czy mogłoby być lepiej? Owszem. Wystarczy prosty, rzekłbym polityczny, zabieg.
Mam wrażenie, że przygotowując referendum popełniono jeden, ale ważki, błąd. Nasze elity rządzące założyły, że tuż przed głosowaniem nie powinien się zmieniać premier. Nie jestem zwolennikiem rewolucji na scenie politycznej w tak trudnej, jak obecna, sytuacji. Nie jestem zwolennikiem radykalnej zmiany układu sił. Bo strach pomyśleć, jaki może być nowy układ z kobietą wampem, czyli posłanką Beger w roli głównej. Ale nie wiem, czy przypadkiem, przyjmując wspomniane założenie, nie wylano dziecka z kąpielą. Dobrze znamy uczucie, kiedy nielubiana ciocia zaprasza nas na imieniny. Nie iść - nie wypada, iść i robić dobrą minę do złej gry - jakoś nieprzyjemnie. I aż korci, żeby na tej imprezie narozrabiać. Jeśli zaś znajdzie się wygodny pretekst - w nosie mamy ciocię i jej imieniny. Albo z innej beczki - co z tego, że nieatrakcyjna kobieta wabi nas trzecią godziną gratis, kiedy i dwie pierwsze w jej towarzystwie wydają się nam stratą czasu. W podobnej sytuacji - mam nadzieję, że premier skłonny do figlarnych porównań się nie obrazi - znajduje się szef rządu, zapraszając nas do udziału w referendum. Sondaże pokazują, że jest wybitnie nielubiany i dla nas - wyborców - po prostu już nieatrakcyjny.
Owszem, zmiana szefa rządu to nie byle co. Nie można tak na łapu-capu wywracać ładu politycznego w kraju. Dlatego zastrzegam, że nie myślę o demontażu całego układu, ale o ożywczym powiewie, jaki towarzyszy zmianie szefa rządu. Pragnę zresztą zwrócić uwagę na zjawisko, które dobrze jest znane na naszym rynku kapitałowym. Zmiana prezesa firmy giełdowej przyjmowana jest przez inwestorów i analityków w znakomitej większości przypadków z zadowoleniem. Dostarcza porcji optymizmu, który daje o sobie znać wzrostem kursu spółki. Wyjąwszy, oczywiście, sytuację, kiedy w firmie dzieje się bardzo źle, a zarząd stoi jakiemuś inwestorowi na drodze do realizacji niecnych celów. Wiemy jednak doskonale, jak rzadko to się zdarza. Odchodzą menedżerowie - znaczy nie byli tacy dobrzy, jak się wydawało. Przychodzą nowi - być może firma zacznie się szybciej rozwijać. Ta prosta logika znajduje potwierdzenie także na scenie politycznej.
Błyskawiczna wymiana szefa rządu byłaby więc, moim zdaniem, jednym z lepszych posunięć w kampanii przed referendum akcesyjnym. Z Unią wiążemy ogromne nadzieje. Z premierem raczej już żadne, skoro nawet nie potrafi skonstruować spójnego programu gospodarczego ani utrzymać w ryzach ministrów licytujących się coraz bardziej kontrowersyjnymi i wzajemnie sprzecznymi pomysłami. Przydałaby się porcja optymizmu. Przynajmniej na krótki czas - na czas referendum.