Ani Biały Dom, ani Rezerwa Federalna nie mają powodu, aby rozpaczać nad słabym dolarem. Z niskich notowań amerykańskiej waluty cieszą się przede wszystkim tutejsi eksporterzy, którzy łatwiej mogą znaleźć nabywców na swoje towary. Mogą być zadowoleni także amerykańscy producenci, wytwarzający towary na wewnętrzny rynek, gdyż stają się bardziej konkurencyjni wobec importerów. Poprawia to fatalny bilans handlowy Stanów Zjednoczonych.

Zdaniem ekonomistów, słabsze notowania amerykańskiej waluty zmniejszają ryzyko deflacji, przed którą ostrzega Rezerwa Federalna, i przesuwają część kłopotów gospodarczych USA na resztę świata - przede wszystkim na Unię Europejską i Japonię. W dodatku proces dokonuje się za pomocą "niewidzialnej ręki rynku", więc nie można nikogo oskarżać o działanie z premedytacją.

W obu organizmach gospodarczych (UE i Japonia) także istnieje poważne ryzyko deflacji. Stąd Japończycy za wszelką cenę chcą ustabilizować kurs jena do dolara, nawet drogą interwencji. W Europie ostatnie raporty makroekonomiczne także nie napawały optymizmem, sugerując co najmniej gospodarczą stagnację. Według prognoz Morgan Stanley, granicą tolerancji dla EBC będzie osiągnięcie przez euro poziomu 1,2 USD. Niektórzy ekonomiści ostrzegają przed tzw. wyścigiem deprecjacji własnych walut, w jakie włączą się poszczególne rządy czy banki centralne. Według cytowanego przez CNN ekonomisty Northern Trust Paula Kasriela, próby sztucznego dewaluowania pieniądza mogą się skończyć globalnym wzrostem cen surowców. Paradoksalnie niebezpieczeństwo wzrostu cen może ożywić popyt na rynkach i zmusić konsumentów do aktywniejszych zakupów.

Z ostatnich wypowiedzi sekretarza skarbu Johna Snowa wynika, że administracja nie będzie broniła słabnącego dolara. Sytuację uspokoił dopiero prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan, który zapewnił, iż Amerykanie nie będą celowo osłabiać własnej waluty.

Słaby dolar ma jednak także negatywne konsekwencje. Obecna sytuacja oznacza ucieczkę zagranicznego kapitału z Wall Street i wzrost ceny importowanych surowców. Słaby dolar jest też czynnikiem proinflacyjnym, co prędzej czy później zmusi Rezerwę Federalną do podnoszenia stóp procentowych i chłodzenia gospodarczej koniunktury.