Gospodarka światowa boryka się z dwoma zagrożeniami, które mogą się przyczynić do globalnej recesji. Są to deficyty budżetowe i deflacja. Tak się składa, że do rozwiązania obu tych problemów proponuje się stosować nieortodoksyjną politykę monetarną, czyli jej poluzowywanie poprzez obniżanie stóp procentowych. Faktycznie, z problemem deflacji można tak sobie poradzić, ale już nie z deficytem budżetowym.
Podpisanie traktatu z Maastricht spowodowało, że uniwersalna rola polityki monetarnej dla całej strefy euro została mocno ograniczona kryterium inflacyjnym. Podobnie rzecz się miała z deficytami budżetowymi notorycznie przekraczającymi poziom 3% PKB w latach 1982-1996. Dopiero od 1997 r. udało się przyszłej strefie euro zejść do 2,5% PKB. Wiara w koncepcję "wyrastania" z deficytu przy wyższym wzroście gospodarczym jest nadal mocna. Jednak aby do tego wyrośnięcia doprowadzić, należy jeszcze powiększyć deficyt budżetowy, a to może się już nie udać.
Prognozowany na 2003 r. deficyt budżetowy w USA wzrastał skokowo z około 1% PKB, aby osiągnąć obecny pułap 4,6%, przy inflacji 2,3%. UE i kraje euro mają jeszcze poważniejsze problemy z uwagi na coraz większą niemożność koordynowania polityki monetarnej i fiskalnej - dynamiczny wzrost gospodarczy i wysoka inflacja w Irlandii czy Hiszpanii przeciwstawia się groźbie recesji i deflacji w Niemczech czy we Francji. Przy czym te pierwsze kraje mają zbilansowane budżety, a te ostatnie notują deficyty już na poziomie 3,6% PKB.
Dość powszechne jest przekonanie, że o ile obecne deficyty w USA czy UE nie stanowią problemu, o tyle mogą być groźne, gdy gospodarka europejska (co mniej prawdopodobne) czy amerykańska (co bardziej prawdopodobne) zacznie rosnąć, a sektor prywatny będzie konkurował z publicznym o środki finansowe. Pytanie o wysokość deficytu budżetowego jest więc w praktyce pytaniem o restrykcyjność polityki monetarnej. Jej zacieśnienie w obronie inflacji doprowadziłoby do osłabienia wzrostu i groźby recesji. Jednak EBC w przeciwieństwie do Fedu ma obowiązek realizacji celu inflacyjnego, co skłania inwestorów do pokładania wiary w euro, które wzmocniło się do dolara prawie o 25% rok do roku. Taka aprecjacja euro, jeśli zostanie utrzymana, spowoduje spadek konkurencyjności gospodarki UE i wzrostu gospodarczego, do którego eksport netto ma dodatnią kontrybucję.
Sytuacja zatem komplikuje się. EBC nie może znacząco obniżać stóp procentowych, aby osłabić presję aprecjacyjną na euro i pobudzić wzrost w krajach UE, bo skończy się to wzrostem inflacji i podważeniem jego wiarygodności. Fed nie ma jak za bardzo obniżać stóp procentowych i tylko deprecjacja dolara zmniejsza restrykcyjność jego polityki monetarnej. Deficyty budżetowe będą rosnąć, gdyż administracja Busha nie planuje ograniczenia wydatków budżetowych, a rządy europejskie nie wiedzą, jak obniżyć wydatki. Deficytów budżetowych nie obawiają się więc politycy będący u władzy, natomiast protestują politycy będący w opozycji. Nie jesteśmy więc w Polsce tacy odosobnieni.