Na rynkach w Eurolandzie coraz wyraźniejsza staje się przewaga sprzedających. Po silnej przecenie z poprzedniego poniedziałku przez resztę tygodnia indeksy weszły w trend boczny. Wczoraj podaż podjęła próbę jego zakończenia. Do 17.00 nic jeszcze nie było rozstrzygnięte. Otwarcie rynków amerykańskich pozwoliło odrobić większość wcześniejszych strat. W tej sytuacji znaczenie ma nawet kilka punktów różnicy. Zamknięcie CAC poniżej 2867, FT-SE 100 poniżej 3929 i DAX poniżej 2809 pkt będzie zapowiedzią dalszej zniżki. Szczególnie w odniesieniu do wskaźników koniunktury na parkiecie londyńskim i frankfurckim bardziej zasadne jest pytanie kiedy, a nie czy będziemy oglądać dalszy ruch w dół. DAX w pierwszej połowie maja wybił się z klina rosnącego, a potem potwierdził ten sygnał sprzedaży utworzeniem formacji głowy z ramionami. Dopóki nie zostaną one zanegowane, trzeba oczekiwać kontynuacji spadku.

Mniej jednoznaczna jest sytuacja na amerykańskich giełdach. W ich przypadku uzasadnione jest podejrzenie, że znalazły się w fazie tworzenia szczytów wiosennej poprawy koniunktury. Posiadacze gotówki nie chcą już kupować akcji po coraz wyższych cenach, ale ci, którzy mają już papiery w portfelach, nie decydują się na pozbycie się ich. To przekłada się na trwającą od początku miesiąca stabilizację. Zaczyna ona przybierać kształt formacji głowy z ramionami z linią szyi prowadzoną po dołkach z 8 i 21 maja. Zatem przełamanie poziomów 1490 pkt dla Nasdaq, 8491 pkt dla DJIA i 920 pkt dla S&P500 będzie przesądzało o utrwaleniu zniżki. Przebicie się przez majowe maksimum skłaniałoby do odrzucenia takiego scenariusza.

Bardzo interesujący był majowy odczyt indeksu zaufania konsumentów. Wzrósł o nieco mniej od oczekiwań, ale nie to było najbardziej niepokojące. Subindeks oceny obecnych warunków gospodarczych i kondycji finansowej Amerykanów spadł do 67,9 z 75,2 pkt. Wzrósł także odsetek tych, którzy uważają, że trudno jest znaleźć pracę (z 29,4 do 32,6%). Poprawił się jedynie wskaźnik oczekiwań na najbliższe 6 miesięcy. To mówi wszystko za siebie - Amerykanie znów żyją nadziejami na lepszą przyszłość. Do tej pory kończyło się to nie najlepiej dla rynków akcji.