Sprawa podatku liniowego wraca jak bumerang w dyskusji na temat reformy finansów publicznych. Wicepremier Kołodko konsekwentnie odrzuca możliwość jego wprowadzenia, jednak dopuszcza pewne wyjątki. Liniowo 19-proc. stawką mają być opodatkowane dochody z kapitału, podobny podatek zapłacą także twórcy. Minister finansów upiera się, aby w systemie podatkowym generalnie obowiązywała progresja.
- W polskich warunkach wprowadzenie podatku liniowego oznaczałoby podniesienie obciążeń podatkowych dla blisko 70% podatników, ludzi o relatywnie niższych dochodach - mówił wczoraj podczas czatu internetowego na stronie MF.
Odmienne zdanie na temat systemu mają ministrowie finansów Ukrainy i Słowacji. Pierwszy z tych krajów zdecydował się na wprowadzenie 13-proc. podatku na wzór rosyjski. W drugim ma obowiązywać 19-proc. stawka w miejsce pięciostopniowej skali progresywnej.
- Warto zadać sobie pytanie, nie dlaczego te kilka krajów raptem wprowadza to rozwiązanie, ale dlaczego 200 innych nie wpadło na taki "cudowny" pomysł. Zresztą te, które podatek liniowy wprowadzają, za jakiś czas powrócą do progresji - ocenia G. Kołodko.
Liniowo opodatkowane są już dochody Estończyków, Łotyszy i Litwinów. Na pytanie, dlaczego do tej grupy nie mogliby dołączyć Polacy, wicepremier odpowiedział, że podatek liniowy "ekonomicznie nie ma sensu, społecznie jest nie do zaakceptowania, a politycznie nie do przeprowadzenia". I dodał, że nie bez powodu pomysł ten został storpedowany już w parlamencie poprzedniej kadencji.