Reklama

Są podstawy do przyspieszenia

We wszystkich krajach uprzemysłowionych w I kwartale gospodarka rozwijała się wolniej, niż zakładano jeszcze pół roku temu. W niektórych wzrostu w ogóle nie było. Produkt krajowy brutto Niemiec spadł w tym okresie o 0,2%, a w całej strefie euro i w Japonii nie zmienił się w stosunku do poprzedniego kwartału. W Stanach Zjednoczonych wprawdzie wzrósł najbardziej, bo o 1,6%, ale też poniżej oczekiwań.

Publikacja: 29.05.2003 09:34

Niemcy są coraz bliżej drugiej już w ciągu dwóch lat recesji. Ich gospodarka wypadła najgorzej, bo we Francji i Wielkiej Brytanii odnotowano w I kw. wzrost PKB, odpowiednio o 0,3 i 0,2%. W największej europejskiej gospodarce nie było żadnego wzrostu już w ostatnich trzech miesiącach ub.r. Dekoniunktura gospodarcza w Niemczech niekorzystnie oddziałuje na sytuację w całej Europie, gdyż od popytu tamtejszych konsumentów i spółek często zależą losy zagranicznych przedsiębiorstw. Niemcy kupują na przykład jedną trzecią polskiego eksportu, a w relacjach z innymi sąsiadami proporcje te są podobne.

Na rynki pozostałych krajów strefy euro i innych państw europejskich trafia też większość niemieckiego eksportu. Dekoniunktura na całym kontynencie zmniejsza zamówienia dla niemieckich firm. W tej sytuacji przez cały I kwartał spadało zaufanie tamtejszych przedsiębiorców i w kwietniu było już najniższe od 16 miesięcy. Nadal rośnie w Niemczech bezrobocie, a do tego doszła jeszcze aprecjacja euro. Utrudnia ona zbyt towarów z tego regionu, a więc również niemieckich, na przykład w Stanach Zjednoczonych, które zazwyczaj kupowały jedną piątą eksportu z Unii Europejskiej.

Bezrobotnych jest w Niemczech 4,46 mln osób, czyli najwięcej od pięciu lat. Niemal w każdej rodzinie bliższy lub dalszy krewny nie ma pracy. A to oczywiście nie skłania do kupowania towarów, poza podstawowymi, czy też usług. Na brak popytu firmy reagują zwalnianiem pracowników. Tylko Siemens, Deutsche Bank i Deutsche Telekom zlikwidowały w sumie ponad sto tysięcy miejsc pracy. Dopiero w maju poprawiły się nastroje niemieckich przedsiębiorców, co przypisuje się przede wszystkim zakończeniu wojny w Iraku, bo na rynku wewnętrznym nic się nie zmieniło. Zaufanie francuskich przedsiębiorców nadal było w maju najniższe od 14 miesięcy, gdyż silny kurs euro wobec dolara grozi spowolnieniem eksportu.

Japonia coraz bliżej recesji

Po trzech kwartałach wzrostu, w pierwszych trzech miesiącach br. japońską gospodarkę ogarnęła stagnacja. Wojna w Iraku, osłabienie kursu dolara wobec jena i wreszcie epidemia SARS spowodowały spadek eksportu o 0,5%, a właśnie eksport od lat uważany jest za lokomotywę rozwoju tej drugiej pod względem wielkości gospodarki na świecie. Nic nie wskazuje na to, by zaczął rosnąć w najbliższym czasie, bo zabójczy wirus nadal ogranicza popyt w Azji, która kupuje ponad połowę japońskich towarów. Jednak o kłopotach eksporterów przesądza przede wszystkim globalne spowolnienie gospodarcze. A przy niemal rekordowym bezrobociu i spadku płac jest mało prawdopodobne, by popyt wewnętrzny mógł zrównoważyć zapaść eksportu. Wydatki konsumpcyjne, stanowiące ponad połowę japońskiego PKB, wprawdzie wzrosły w I kwartale o 0,3%, ale zdaniem ekonomistów takiej dynamiki nie da się utrzymać. Bezrobocie, którego stopa sięga 5,4%, należy do najwyższych w powojennej historii Japonii, a spadek płac utrzymuje się już od 23 miesięcy. Z tych przyczyn w kwietniu zmniejszyły się już przychody największych japońskich sieci handlu detalicznego.

Reklama
Reklama

Ameryce grozi deflacja

W poprzednich dwóch kwartałach Stany Zjednoczone odnotowały najsłabsze tempo wzrostu od czasu ostatniej recesji. Najnowsze dane makroekonomiczne wskazują, że w kwietniu sytuacja gospodarcza USA wcale się nie poprawiała. Produkcja przemysłowa spadła, a możliwości wytwórcze fabryk były wykorzystywane w stopniu najmniejszym od 20 lat.Wydatki konsumentów i spółek nie zmieniły się w kwietniu w stosunku do marca. A bez oznak wyraźnego wzrostu popytu przedsiębiorcy nie będą zwiększali produkcji, przeciwnie - nadal będą ją ograniczali, zmniejszając zatrudnienie i skracając czas pracy. W kwietniu zlikwidowano w USA 95 tys. miejsc pracy, a tydzień pracy został skrócony z 40,8 do 40,5 godziny.

Innym dowodem słabej koniunktury gospodarczej w USA był spadek w kwietniu indeksu cen produkcyjnych o 1,9%. Okazał się ponad dwa razy większy, niż prognozowali analitycy. Bez uwzględnienia żywności i energii ceny spadły o 0,9%, a więc najbardziej od sierpnia 1993 r. Ceny konsumpcyjne spadły w USA w kwietniu o 0,3%. Bez uwzględniania najbardziej zmiennych cen żywności i energii, inflacji nie było w USA już drugi miesiąc z rzędu. Jest to pierwszy dwumiesięczny okres bez wzrostu cen od grudnia 1982 r. W tej sytuacji coraz częściej mówi się, że Stanom Zjednoczonym realnie zagraża deflacja.

Ogólnoświatowa dekoniunktura zmusza bowiem spółki do trzymania w ryzach cen lub do ich obniżania, by tylko znaleźć nabywców. Doświadczenie ostatnich kilkunastu lat w Japonii dowodzi zaś, że o wiele łatwiej ograniczyć inflację, niż wyprowadzić gospodarkę z deflacji. Zarówno konsumenci bowiem, jak i spółki wstrzymują się z kupowaniem wszelkich towarów i usług, poza zupełnie podstawowymi, licząc, że za miesiąc, dwa lub trzy będą one jeszcze tańsze. A popyt konsumpcyjny generuje dwie trzecie amerykańskiego produktu krajowego brutto.

Jedynym ostatnio promykiem nadziei była poprawa nastrojów w USA. Wskaźnik obliczany przez Conference Board był pod koniec maja najwyższy od pięciu miesięcy, a indeks nastrojów konsumentów, opracowywany przez Uniwersytet Michigan, wzrósł na początku maja do 93,2 pkt., z 86 pkt. w drugiej połowie kwietnia. Tak znaczna poprawa tego wskaźnika była wynikiem ogłoszenia przez prezydenta Busha końca wojny w Iraku i lepszej w badanym okresie koniunktury na giełdach. Znawcy przedmiotu przypominają jednak, że po zakończeniu Wojny w Zatoce indeks nastrojów wzrósł w marcu 1991 r. aż o 17,3 pkt., do 87,7, ale w następnych miesiącach spadał, bo gospodarka bardzo powoli wychodziła z recesji lat 1990-1991.

Rekordowo tani dolar

Reklama
Reklama

Teraz scenariusz z początku poprzedniej dekady wcale nie musi się powtórzyć. Coraz więcej ekonomistów wyraża opinię, że w II półroczu amerykańska gospodarka podwoi tempo wzrostu, a w przyszłym roku może ono być najszybsze od czasów boomu z końca lat 90. Rentowność obligacji jest już w USA najniższa od 45 lat, kurs dolara najsłabszy wobec euro od wejścia do obiegu wspólnej waluty w 1999 r. Zmniejsza to koszty finansowe amerykańskich spółek i sprzyja eksportowi ich towarów, co pozwala na podnoszenie cen po raz pierwszy od kilku lat. Zwłaszcza że droższy import może skłonić Amerykanów do kupowania rodzimych produktów.

Spadek kursu dolara do euro i jena to nie tylko wynik powtarzających się od czasu do czasu wahań na rynku walutowym, ale przede wszystkim spóźniona reakcja na internetowe szaleństwo, kiedy to inwestorzy kupowali akcje głównie amerykańskich spółek, windując przy okazji dolara do poziomu równie zawyżonego jak giełda. Giełda spada od trzech lat, przyszła więc kolej na dolara. Ostrzeżenia o deflacji, sformułowane po raz pierwszy przez Fed na początku maja, spowodowały osłabienie amerykańskiej waluty o kolejne kilka procent. Skoro bowiem istnieje ryzyko, że ceny w USA spadną, to po co trzymać aktywa denominowane w dolarach.

Jest oczywiste, że słabszy dolar obniża ceny amerykańskich towarów sprzedawanych za granicą, a więc nakręca eksport, a tym samym całą gospodarkę. Rzecz jednak w tym, że eksport w nieznacznym stopniu decyduje o wielkości produktu krajowego brutto USA, a poza tym nie można być pewnym wzrostu popytu na amerykańskie towary w krajach nękanych stagnacją. Dla światowej gospodarki jest o wiele lepiej, gdy Amerykanie więcej kupują. A i tak niemal wszyscy zgadzają się, że w dłuższej perspektywie dolar jestZdecyduje wzrost

gospodarczy w USA

To zaufanie do dolara sprawiło, że oświadczenie ministrów finansów G7 z ich niedawnego spotkania we Francji w ogóle nie odnosi się do kursów walutowych. Zawiera natomiast stwierdzenie, że "nasze gospodarki nadal czekają liczne wyzwania, niemniej jednak jesteśmy przekonani o możliwościach silniejszego wzrostu". A kanadyjski minister finansów John Manley wyraźnie powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że kluczową sprawą są nie tyle kursy walutowe, ile tempo wzrostu gospodarczego w USA.

Są przesłanki do przyspieszenia tego wzrostu. - Niskie stopy procentowe, małe zapasy, słaby dolar i obecna stopa bezrobocia - wszystko to sprawia, że mamy dobre podstawy rozwoju gospodarczego - powiedział David Malpass, szef działu globalnych analiz ekonomicznych w nowojorskim oddziale banku inwestycyjnego Bear Stearns & Co. To oznacza, że tempo wzrostu gospodarczego USA w ostatnich sześciu miesiącach br. może wynieść 4% w stosunku rocznym, a w przyszłym roku jeszcze więcej. Tak szybko USA nie rozwijały się od 1999 r., kiedy trwał jeszcze najdłuższy w powojennej historii okres ekspansji.

Reklama
Reklama

Takie tempo wzrostu wystarczyłoby do zmniejszenia bezrobocia, obecnie najwyższego od ośmiu lat. Zmniejszyłoby też obawy, że rosnący deficyt budżetu federalnego zmusi Fed do podniesienia stóp procentowych. Gdy gospodarka szybciej się rozwija, to zwiększają się wpływy z podatków, natomiast maleją wydatki na zasiłki dla bezrobotnych. Kongresowe Biuro Budżetowe oblicza, że tegoroczny deficyt, po uchwaleniu przez parlament cięć w podatkach, wyniesie ok. 300 mld USD, a więc ok. 2,8% produktu krajowego brutto. W 1992 r., kiedy USA miały rekordowy deficyt w wysokości 290,4 mld USD, stanowił 4,7% PKB.

Przy wszelkich rozważaniach gospodarczych nie wolno zapominać, że w II półroczu na dobre rozpocznie się kampania przed wyborami prezydenckimi w USA, które odbędą się w listopadzie 2004 r. George W. Bush zgłosił już swój udział w tej elekcji. Analitycy polityczni ostrzegają, że najtrudniejszym wyzwaniem w tej kampanii będzie dla obecnego prezydenta właśnie gospodarka. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że tym razem cały sztab rodziny Bushów doskonale zdaje sobie z tego sprawę. W 1992 r. recesja odebrała ojcu obecnego prezydenta drugą kadencję. Wygrał Bill Clinton, który napisał sobie nad biurkiem: "Gospodarka, głupku!"

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama