Wczorajsza sesja nie była kontynuacją wtorkowej wyprzedaży. Długa strona rynku przystąpiła do kontrataku i nawet odniosła pewien sukces. Nie bez znaczenia był fakt, że początek sesji był bardzo sprzyjający do przeprowadzenia takiego ataku ze względu na mocno wzrostową sesję w USA oraz wtorkowe orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie podjęcia decyzji o akcesji przez parlament.
Nastroje były więc bycze od samego początku sesji. Otwarcie miało miejsce 7 pkt nad wtorkowym zamknięciem. Później kursy jeszcze urosły, by sięgnąć poziomu 1179 pkt. Wtedy do akcji przystąpiła podaż, co sprawiło, że w krótkim czasie ceny zjechały do 1167 pkt. W ten sposób już rano zostały wyznaczone poziomy, które przez całą sesję nie zostały przekroczone. Jak widać rozpiętość sesji nie była zbyt wielka. Można się zatem domyślać, jak wyglądała reszta notowań - było spokojnie. Choć trzeba przyznać, że nie był to zupełnie nudny trend boczny, lecz powolne wspinanie się. Dystans od dołka w okolice szczytu pokonaliśmy w trzy godziny. Powolny wzrost nie został przyspieszony przez decyzję RPP. Obniżka o 25 pkt bazowych nikogo nie zaskoczyła.
Efektem wczorajszej sesji jest niewielka poprawa sytuacji byków. Nie na tyle jednak, by zdecydowanie przekreślić fakt wtorkowej wyprzedaży. To sprawia, że mimo wczorajszego niewielkiego wzrostu podchodziłbym ostrożnie do ewentualnych perspektyw pokonania oporu. W ostatnim czasie mieliśmy kilka świetnych okazji, by tego dokonać. Żadna nie została wykorzystana. To, niestety, nie świadczy dobrze o popycie. Wczorajsza niemożność zanegowania spadku tylko to potwierdza. Dopóki nie pokonamy poziomu oporu, będę skłaniał się ku krótkiej stronie rynku. Przyznam, że po wczorajszej sesji nie spodziewam się, by test oporu miał miejsce w ciągu najbliższych sesji.