Sklepy, restauracje, bary i banki usytuowane są w centrum wzdłuż tras demonstracji zaplanowanych na najbliższe 5 dni. 100 tys. osób ma wziąć w nich udział w niedzielę, gdy na genewskim lotnisku wyląduje prezydent Bush. Genewa liczy ok. 180 tys. mieszkańców i stanowią oni aż jedną dziesiątą najbogatszych ludzi na świecie.
Protesty odbędą się w Szwajcarii, bo francuskie władze zablokowały obie drogi prowadzące do Evian z jednej strony chronionego przez jezioro, a z drugiej przez Alpy. Szwajcaria przygotowała 7 tys. żołnierzy i policjantów. Wesprze ich tysiąc niemieckich funkcjonariuszy. Wszystko po to, by nie dopuścić do takich zamieszek, jakie antyglobaliści wywołali przy podobnych okazjach w Genui, Seattle i Geteborgu.
- Genewa jest w stanie oblężenia - powiedziała Clotilde Djouhri, barykadując sklep z butami, który prowadzi przy Rue du Rhone, 50 m od brzegu jeziora. - Lepiej się zabezpieczyć niż później żałować. Otworzymy we wtorek lub w środę - dodała.
Genewa położona jest ok. 40 km od Evian. Jest w niej nie tylko europejska siedziba ONZ, ale także przedstawicielstwa takich spółek, jak Procter & Gamble, Caterpillar i Hewlett-Packard. Tam też są biura Światowej Organizacji Handlu (WTO), której konferencja w listopadzie 1999 r. w Seattle była pretekstem gwałtownych zamieszek. Budynek WTO jest nad jeziorem i ma być celem demonstrantów 30 maja. Dwa największe szwajcarskie banki - UBS i Credit Suisse - zapowiedziały już, że od piątku unieruchomią połowę bankomatów w mieście.
Szwajcarzy obliczyli, że przygotowania do szczytu będą ich kosztowały co najmniej 39 mln franków (30 mln USD). Francja, która jest gospodarzem spotkania, zgodziła się oddać nie więcej niż 14 mln USD. Przywódcy G8 mają omawiać perspektywy światowej gospodarki, przedyskutować sposoby naprawy ładu korporacyjnego i zdynamizować rozmowy w ramach WTO, których celem jest ograniczanie barier w międzynarodowym handlu.