Trwająca od trzech lat bessa odbiła się nie tylko na wartości portfeli inwestycyjnych, ale obniżyła też autorytet zawodu analityka. Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń było przekazanie do publicznej wiadomości listów elektronicznych pisanych przez analityków banku inwestycyjnego Merrill Lynch. Zalecali w nich znajomym sprzedaż przewartościowanych akcji, gdy w tym samym czasie rekomendowali ich kupno w oficjalnych raportach opracowywanych na zlecenie banku. Najczęściej dotyczyło to spółek, z którymi bank miał podpisane zyskowne umowy na sprzedaż papierów wartościowych. "Chińskie mury" pomiędzy działami analiz i sprzedaży okazały się zbyt cienkie. To kosztowało firmy brokerskie 100 mln dolarów - tyle zgodziły się zapłacić po ugodzie z nowojorskim prokuratorem generalnym Eliotem Spitzerem, działającym na podstawie cywilnych pozwów. Te nieprawidłowości występowały także w latach 90., choć były tolerowane głównie dlatego, że trwający wtedy rynek byka pozwalał na osiąganie "łatwych" zysków.

Takie poczynania wpływają na wiarygodność rekomendacji. W połowie ub.r. - jednym z najtrudniejszych okresów dla korporacyjnej Ameryki, kiedy opinia publiczna była co chwila wstrząsana skandalami związanymi z kreatywną księgowością, a nawet najbardziej optymistyczni szefowie firm nie byli w stanie ukryć złych wiadomości dla inwestorów - na blisko 6,5 tys. wszystkich rekomendacji tylko nieco ponad 200 zalecało sprzedaż akcji. W tym kontekście nie dziwią wnioski z analizy przeprowadzonej przez uniwersytety California i Stanford. Wynika z nich, że akcje spółek najlepiej ocenianych przez analityków często przynoszą straty, zaś te oceniane najgorzej - dają dobrze zarobić. Dlatego coraz częściej w USA opinie specjalistów są traktowane jako "antywskaźnik".

Na ciekawą cechę środowiska ludzi zajmujących się zawodowo sprawami giełdowymi wskazała Ezra Zuckerman - socjolog z University of Chicago Graduate School of Business. W jej opinii, wraz z prawnikami z Doliny Krzemowej, przejawiają oni najbardziej konformistyczne zachowania. Im wyżej znajdują się w hierarchii zawodowej, tym bardziej poświęcają się swojej roli w grupie i jednocześnie mają mniejszą skłonność do odstępowania od konwencji postępowania w niej przyjętej. Dopiero, gdy osiągają szczyt kariery, czują się bezpieczniejsi i przejawiają skłonność do zachowań nonkonformistycznych. W największym stopniu są one udziałem osób znajdujących się najniżej na drabinie zawodowej. Tym wydaje się, że nie mają szans na awans i nawet przez upodobnienie się do innych nic nie zyskają.

Potwierdza się to w statystykach załączanych do analiz rekomendacji. Średnio tylko 5% zaleceń zachęca do sprzedaży akcji. Z badań wynika, że najczęściej rekomendacje te pochodzą od analityków znajdujących się na samej górze, albo na dole rankingów.