Reklama

S&P 500 coraz bliżej wybicia

Nie tylko na polskim rynku akcji najsłabszym ogniwem są duże spółki. W Ameryce w najwolniejszym tempie rośnie średnia przemysłowa Dow Jones, w której skład wchodzą największe amerykańskie korporacje. Konsekwentnie wzrostowy scenariusz realizuje Nasdaq, natomiast na wykresie S&P 500 wciąż trwa walka o kierunek trendu średnioterminowego. Na jakiś czas o bessie zapomnieć może giełda w Tokio.

Publikacja: 31.05.2003 10:21

Od początku bessy sytuacja techniczna S&P 500 nie była tak pasjonująca. Wykres indeksu dostarcza w tej chwili dużą liczbę argumentów zarówno tym, którzy wierzą w powrót rynku byka, jak i trochę bardziej sceptycznie nastawionym inwestorom. Skoncentruję się na najpoważniejszych argumentach obydwu stron. Na wykresie tygodniowym można wykreślić odwróconą głowę z ramionami. Gdyby linię szyi poprowadzić po lokalnych szczytach z sierpnia i listopada zeszłego roku, to prosta ta została pokonana już na początku miesiąca. Zwolnienie tempa wzrostu, a następnie spadek indeksu w trzecim tygodniu maja były tylko ruchem powrotnym. Wysokość formacji wynosi ok. 130 punktów (lub 16,3%), co oznacza, że "pięćsetka" dotrze do 1060-1080 punktów w tej fali wzrostowej.

Dyskusyjna formacja

odwrócenia trendu

Przedstawiona wyżej interpretacja nie wytrzymuje jednak w mojej opinii krytyki. Przede wszystkim nie potwierdzają jej inne światowe indeksy - nie jest także dostatecznie wykształcona na niektórych wskaźnikach amerykańskich. Choć poprowadzenie linii szyi w sposób przedstawiony na wykresie nie budzi wątpliwości, to jednak wrażenie ważniejszego oporu sprawia dołek z września 2001 roku, znajdujący się na poziomie 965 punktów. Wreszcie jest linia trendu, biorąca początek we wrześniu 2000 roku, której pokonanie do czasu zakończenia piątkowej sesji stać będzie pod znakiem zapytania. Nawet zatem, jeśli na wykresie S&P 500 można wykreślić odwróconą głowę z ramionami, to za wcześnie jest mówić o wybiciu z niej w górę.

Zwróciłbym też uwagę na wykres dzienny, na którym wyznaczyć można klin. W ramach tej formacji S&P 500 rosnąć może do 960 punktów. Dolna linia opisująca klin zbliża się do 940 punktów i stanowi najbliższe wsparcie (w innej wersji linię pociągnąć można w taki sposób, że ostatni wzrost jest tylko ruchem powrotnym do niej - na wykresie linia przerywana). Zgodnie z tą interpretacją, której w dalszym ciągu jestem zwolennikiem, znajdujemy się trakcie odwracania trendu wzrostowego. Sygnałem, że przynajmniej w krótkim terminie proces ten zakończył się, będzie dla mnie spadek poniżej dołka z 20 maja, który znajduje się na 920 pkt.

Reklama
Reklama

Analizę wskaźników technicznych uważam z reguły za mało przydatną. Są jednak momenty, w których warto się przynajmniej niektórym przyjrzeć bliżej. Taki moment nadszedł. Gwałtowny spadek notowań w połowie maja sprawił, że MACD znalazł się poniżej swojej średniej, co samo w sobie jest już sygnałem sprzedaży. W czasie kiedy S&P 500 jest już ponad wierzchołkiem z 15 maja, wskaźnik nie zdołał nawet przekroczyć średniej. To najsilniejsza odmiana negatywnej dywergencji, jaka może ukształtować się na MACD - jej dopełnieniem będzie jednak dopiero spadek poniżej dołka, który na wykresie wskaźnika powstał 23 maja.

Konsekwentny Nasdaq

Nierozstrzygnięty kierunek trendu średnioterminowego na wykresie S&P 500 nie powstrzymuje inwestorów przed kupowaniem akcji spółek technologicznych. Indeks Nasdaq Composite konsekwentnie realizuje scenariusz, zgodnie z którym w tej fali wzrostowej osiągnąć ma 1650 punktów. Kluczowym wsparciem jest przyspieszona linia trendu wzrostowego, znajdująca się w okolicach 1500 punktów. Na tym poziomie zakończyła się ostatnia korekta, tutaj także ukształtował się szczyt pod koniec listopada zeszłego roku. Spadek poniżej tej wartości miałby na tyle poważne konsekwencje techniczne, że mógłby stanowić o zakończeniu trwającego już ponad dwa miesiące trendu wzrostowego. Na wykresie wskaźnika MACD kształtuje się podobnie negatywna dywergencja, jak w przypadku indeksu S&P 500.Tokio odetchnęło

Od października zeszłego roku trend spadkowy na wykresie Nikkei 225 zwalniał, ale popyt na japońskie akcje wciąż był zbyt mały, żeby na rynku rozpoczęły się wzrosty. Dopiero w tym tygodniu nastąpił przełom. Wykres indeksu przekroczył bardzo istotny poziom 8,3 tys. punktów, co przynajmniej na pewien czas odsuwa zagrożenie powrotem do bessy na giełdzie w Tokio. Nikkei 225 ma teraz otwartą drogę do 9,2 tys. punktów - to właśnie od tego poziomu rozpoczęło się "psucie" trendu spadkowego. Wykres tygodniowy sugeruje, że śladem S&P 500 indeks ma szansę dotrzeć nawet do dołka ukształtowanego we wrześniu 2001 roku. Ten znajduje się dopiero na poziomie 9,5 tys. punktów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama