Na ostatniej sesji w maju aktywność spadła do poziomów zdecydowanie niezadowalających. Wczoraj właściwie przez całą sesję mieliśmy tego przykład. Rozpiętość notowań wynosiła raptem 7 pkt, a obrót należał do najniższych w tym roku.
Oddzielnym tematem jest to, co miało miejsce w ostatniej godzinie notowań. Atak popytu wyciągnął ceny ponad poziom 1183 pkt. Zaczęło się na papierach TPS, a potem do gry weszli kupujący BPH PBK i BZ WBK. W efekcie mieliśmy nowe maksy indeksu. Rynek terminowy się opierał, ale nie udało się to w pełni. Sesja została zakończona na poziomie maksimum. Można by odnieść wrażenie, że mieliśmy czytelny sygnał kupna, ale są pewne wątpliwości.
Po pierwsze, wzrost został wywołany na końcu bardzo spokojnej sesji. Nie trzeba było wielkiego kapitału, by podnieść indeks. Zresztą wybiórczy wzrost kilku spółek zdaje się to potwierdzać. Nie było tu kupna "ławą". Po drugie, mamy do czynienia z przełamaniem oporu, którego nie udało się pokonać przez wiele dni, a dzieje się to przy obrocie wartościowo mniejszym niż ten, który był odnotowany dzień wcześniej na spokojnej sesji. Ponad połowa wczorajszego obrotu została wygenerowana w ostatniej godzinie notowań.
Czy tak ma wyglądać silny atak popytu, sygnalizujący dalszą zwyżkę, czy też może mieliśmy do czynienia z impulsem popytu, który zainicjował reakcję łańcuchową. Serie stopów podniosły ceny. Sprzyjała temu atmosfera wyczekiwania i wielokrotnego nieudanego testowania oporu. Teraz ma się udać. Przyznam, że mam wątpliwości. Bardziej mi to przypomina "malowanie" świecy, by ta ładnie wyglądała na wykresach dziennych i tygodniowych. Mam wątpliwości, ale z rynkiem przecież walczyć nie należy. Moim "wetem" jest pozostanie poza nim.