Poniedziałkowe notowania utrzymały na rynku terminowym stan zawieszenia, trwający od połowy maja. Pomimo wzrostowego początku nie udało się zamknąć dnia na plusie. Jednak nie została zanegowana pozytywna wymowa piątkowej świecy, której połowa (1181 pkt) wyznacza ważne wsparcie.
Notowania potwierdziły, że byki mają kłopoty, by wynieść wartość kontraktów ponad szczyt z 15 maja przy 1191 pkt. Choć w trakcie sesji podjęły taką próbę, to zakończyła się ona niepowodzeniem. Wzrost zablokowała dolna granica luki hossy z 17 stycznia, rozciągająca się pomiędzy 1206 i 1218 pkt. Jednocześnie można zauważyć, że od 3 miesięcy kontrakty na WIG20 poruszają się wewnątrz kanału rosnącego, którego górne ograniczenie przebiega po marcowych szczytach i "obcina" maksimum z pierwszej połowy kwietnia. Na jego wysokości wypadł nie tylko poprzedni szczyt notowań (z 15 maja), ale także wczorajszy.
O ile poniedziałkowa sesja zasygnalizowała słabość byków, to wciąż nie ma oznak wzrostu siły przeciwnej strony. Za takowe można będzie uznać powrót poniżej 1180 pkt, a potem zamknięcie poniżej strefy 1156-1163 pkt. Dopóki to się nie stanie, jest szansa na kolejny atak na styczniowe okno bessy i górną granicę kanału. W tej sytuacji średnioterminowi inwestorzy powinni czekać na wybicie z formacji kanału i zajmować pozycję zgodnie z jego kierunkiem. Krótkoterminowo, dobre warunki do zajęcia krótkiej pozycji stwarzają ceny w pobliżu górnej granicy kanału, i odwrotnie dla pozycji długiej.
Warto przyglądać się przebiegowi dziennego MACD, tworzącego negatywną dywergencję. Ewentualne przecięcie średniej będzie w tej sytuacji zapowiedzią testu wsparcia przy 1160 pkt. Wyraźne przekroczenie przez wskaźnik kwietniowego szczytu dawałoby nadzieję na optymistyczny rozwój wypadków.