Środowa sesja na Towarowej Giełdzie Energii była pierwszą od kilku tygodni, która wniosła coś nowego do utartego schematu zachowań cenowych. Dotychczasowa, na wskroś nudna sztanca, trzymająca ranne godziny szczytowe na poziomie około 130 zł została wreszcie przełamana i to od razu o kilka złotych w dół. Czy jest to trwała tendencja? Tego na razie nie wiadomo, bo jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale pewne sygnały zbliżającego się spadku cen występowały już co najmniej od trzech tygodni, tyle że notorycznie nie znajdowały potwierdzenia w dalszym rozwoju wypadków.
Pewne zaciemnienie analizy cenowej może wywołać sama cena średnia, która pomimo wspomnianego wyżej spadku w szczycie, utrzymała się na niemal niezmienionym poziomie. Okazuje się bowiem, że niższe notowania kursów z porannego szczytu zostały skompensowane wzrostem w kilku innych, przypadkowych godzinach doby.
Sygnały, które od dłuższego już czasu zapowiadały obniżkę cen, wynikają z analizy kursów tygodniowych przy zastosowaniu techniki japońskich świec. Trzy ostatnie świece (w tym dwie spadające gwiazdy), następujące kolejno po sobie, ewidentnie sugerowały odwrócenie się trendu wzrostowego - mimo tego średnia cena uparcie stała na poziomie około 115 zł. Jest to pierwszy przypadek od początku roku, gdy tak wyraźne sygnały nie znalazły natychmiastowego odzwierciedlenia w spadku cen i to już w najbliższym tygodniu.
Być może sytuacja wyklaruje się dzisiaj (w czwartek), gdy poznamy średnią cenę, zamykającą świecę z tego tygodnia. Jeśli będzie ona podobna do środowej lub niższa, to wybuduje się trzecia spadająca gwiazda i spadek w końcu nadejść musi.