Trend średnioterminowy na amerykańskim rynku akcji zmienił się na wzrostowy. S&P 500 znalazł się na najwyższym poziomie od 11 miesięcy. Można, oczywiście, doszukać się pewnych technicznych niedoskonałości wybicia w górę z wielomiesięcznego trendu bocznego. Na wykresie dziennym trudno jest ustalić, który konkretnie dzień jest dniem przełamania oporu. Jeśli uznać, że na wykresie tygodniowym wybicie nastąpiło w poprzednim tygodniu, to nie zostało ono potwierdzone przez wolumen. To jednak nie jest warunek konieczny do kontynuacji wzrostów. Spróbujmy oszacować techniczne konsekwencje zmiany trendu. Jeśli konsolidację zapoczątkowaną w lipcu zeszłego roku potraktować jako odwróconą głowę z ramionami, to wysokość tej figury wynosi 140 pkt lub 18%. Odmierzając tę wartość w górę od punktu wybicia (930 punktów), otrzymujemy 1070 pkt lub 1100 pkt jako zasięg zwyżki wynikający z formacji.

Trend wzrostowy konsekwentnie kontynuuje Nasdaq Composite. Do prognozowanego poziomu 1650 pkt został już tylko krok, ale wciąż nie ma sygnałów słabnięcia byków. Najważniejsza linia trendu wzrostowego, biorąca początku w marcu tego roku, znajduje się na poziomie 1540 pkt. Gdyby w oparciu o tę prostą i szczyt z 21 marca spróbować na wykresie wytyczyć kanał wzrostowy, to jego górne ramię znajdzie się właśnie na 1650 pkt.

Podobnie jak na polskim rynku akcji również w USA najsłabszy segment rynku stanowią największe spółki. Dopiero na dzisiejszej sesji średnia przemysłowa Dow Jones będzie próbowała wybić się ponad szczyt z listopada zeszłego roku.

Kontynuacja trendów wzrostowych nie jest tak oczywista, jeśli spojrzeć na wykres indeksów europejskich. Niemiecki DAX zmaga się z ukształtowanym na początku maja szczytem. Większe szanse na zwycięstwo mają byki, za którymi przemawia przede wszystkim wcześniejsza zwyżka. Główna linia trendu jest w okolicach 2900 pkt i dopóki wykres znajduje się ponad jej poziomem, nie ma powodów, żeby wątpić w kontynuację zwyżki.