Od kilku miesięcy LOT-em kieruje Marek Grabarek, oddelegowany z rady nadzorczej, a reprezentujący w niej Skarb Państwa. Nowy zarząd LOT-u ma być wyłoniony w konkursie. Mógł do niego przystąpić każdy, kto spełnia określone w przepisach, minimalne, wymogi. Na zwycięstwo, zgodnie z opublikowanymi warunkami, ma szanse przede wszystkim ten, kto wykaże się m.in. dobrymi kwalifikacjami menedżerskimi i - w pierwszej kolejności - znajomością branży oraz samego LOT.
Początek rozmów
Dziś zostaną otwarte zgłoszenia kandydatów. Być może też dziś rada nadzorcza rozpocznie z nimi rozmowy kwalifikacyjne. Kiedy zostaną zakończone, nie wiadomo. Raczej szybko - wkrótce do Iraku wyjeżdża przewodniczący rady prof. Marek Belka. Na tym etapie postępowania kwalifikacyjnego ma być wyłoniony jedynie prezes przedsiębiorstwa. Dopiero później rada określi tryb wyboru członków zarządu.
Nad złożeniem oferty zastanawiał się m.in. Marek Grabarek. Wczoraj nie udało nam się z nim skontaktować. Przeciw tej kandydaturze zdecydowanie opowiadają się związkowcy. P.o. prezesa podpadł im, jak twierdzą, wypowiadając, bez konsultacji z pracownikami, umowę z Gerling Polska w sprawie ubezpieczenia emerytalnego załogi. Ale to nie koniec zarzutów. - Zarząd zdecydował się np. wypłacić kadrze kierowniczej od 6 do 12 tys. premii za tzw. osiągnięcie celów. W sumie chodzi o około 2,5 mln zł. Jesteśmy tą decyzją zszokowani - mówi Grzegorz Kossowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników PLL LOT. - Nie wiem, jak to wytłumaczyć ludziom zatrudnionym np. w spółkach należących do LOT-u, gdzie wprowadzono ostre cięcia, gdzie wydłuża się nawet okres używalności mundurów, nie wypłaca "trzynastek".
Przedstawiciele kierownictwa firmy w nieoficjalnych rozmowach zapewnili jednak, że kwoty nagród były znacznie niższe od szacowanych przez związkowców, a decyzja o ich wypłacie została podjęta jeszcze w 2001 r. Pełniący obowiązki prezesa Marek Grabarek mógł tylko zatwierdzić środki do wypłaty. - Nie znam zarzutów związkowców, które sformułowali w liście wysłanym, jak słyszałem, do prezydenta i premiera. Po prostu ten dokument do nas nie dotarł - mówi Leszek Chorzewski, rzecznik LOT-u.