Premier Leszek Miller na długo przed referendum zapowiadał, że negatywny wynik głosowania będzie oznaczał dymisję jego gabinetu. Jednak nawet jeśli Polacy zagłosują na tak, zapewne dojdzie do zmiany premiera, a także poważnej przebudowy gabinetu.
Giełda premierów
Argumentów za odejściem premiera Leszka Millera jest bez liku - katastrofalnie niskie poparcie społeczne, ciągłe afery wstrząsające gabinetem, brak sukcesów w ożywianiu gospodarki i walce z bezrobociem, spory w łonie Rady Ministrów. Coraz gorzej wygląda też sytuacja w łonie samego SLD - wyrzucenie z partii Mariusza Łapińskiego oraz Aleksandra Naumana, na których stawiał premier, jego sytuacji nie poprawiło. Na dodatek na rząd Millera coraz bardziej naciska prezydent Aleksander Kwaśniewski, który już zapowiedział podjęcie konsultacji z partiami politycznymi po zakończeniu referendum. Mają one dotyczyć reformy finansów publicznych, przygotowań do członkostwa w UE, budżetu na 2004 r. oraz tego, czy dla tych działań można pozyskać większość parlamentarną.
I właśnie ten czynnik może być przyczyną odejścia Leszka Millera. O tym jednak tak naprawdę zdecyduje czerwcowy kongres SLD. Według jednych źródeł, los Millera jest już przesądzony, wg innych - nie ma on konkurentów w partii. Jednak SLD będzie musiało zdecydować, czy woli dalej firmować rząd, który ma nikłe poparcie społeczne i brakuje mu większości parlamentarnej, czy też szuka sobie partnera do rządzenia. A w tym ostatnim przypadku osoba Leszka Millera byłaby poważnym utrudnieniem.
Kto mógłby zostać jego następcą? Pojawiają się różne kandydatury - najczęściej słychać o Józefie Oleksym, który zostałby i szefem partii, i szefem rządu. Na tzw. giełdzie premierów przewijały się też nazwiska Jerzego Jaskierni i Jerzego Hausnera.