Ilu giełdowych inwestorów rozlicza się z podatków wspólnie z małżonkiem? Zapewne bardzo wielu. Ilu będzie mogło się rozliczać? Żaden - chyba że zrezygnują z lokowania na giełdzie. Tak wygląda, genialny w swej prostocie, pomysł fiskusa na ukaranie giełdowych graczy. Mowa o karze, bo nikt rozsądny nie znajdzie chyba żadnego innego powodu, dla którego taki pomysł mógł komuś przyjść do głowy. A że przyszedł i nawet ujrzał światło dzienne... Cóż, takie mamy głowy w Ministerstwie Finansów.
Od dłuższego czasu trwa festiwal pomysłów podatkowych ze strony resortu finansów i Ministerstwa Gospodarki. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie się w nich połapać. A całe stado koni temu, kto rozumie, co z mnożonych zapamiętale propozycji i wariantów wynika. Resorty skutecznie stosują taktykę: ułatwić przez utrudnienie, uprościć przez skomplikowanie i zachęcić przez odpychanie.
Szczerze mówiąc, kiedy minister Kołodko przystępował do reformowania naszych podatków, wiedziałem - mimo że jego entuzjazm do pracy udzielił się wielu - że to się musi źle skończyć. Wiedziałem, bo brałem pod uwagę wcześniejsze doświadczenia. Kto z nas, ludzi giełdy, nie pamięta ponurych doświadczeń z podatkiem obrotowym?
Ale, jak powiada moja koleżanka z pracy, są granice szaleństwa. Otóż zostały, moim zdaniem, przekroczone. Tak naprawdę zostały przekroczone już wówczas, kiedy stało się jasne, że fiskus nie zamierza zrezygnować z opodatkowania zysków giełdowych. Uczestnicy rynku świetnie rozumieją dlaczego. Resort finansów nie jest w stanie tego pojąć. Trudno. Najnowsza propozycja sięga jednak szczytów absurdu. Chciałem najpierw zaprotestować, przywołując dziesiątki argumentów znanych od dawna środowisku rynku kapitałowego, popieranych przez znanych finansistów, wzmacnianych rozmaitymi symulacjami, itd, itp. Ale w porę się zreflektowałem. Do kogo ta mowa? Nikt jeszcze głową muru nie przebił. A fiskus najwyraźniej wyjątkowo grubym murem się od rzeczywistości odgrodził.
Poddaję się - nie ma w tym przypadku mowy o merytorycznej dyskusji z ministerstwem. No bo jak dyskutować o tym, co ma piernik do wiatraka, czyli giełda do małżeństwa? Przecież od razu wiadomo, że tyle samo, ile pomysły fiskusa z rozsądkiem. Proponuję więc, aby wspólne rozliczanie się małżonków nie było możliwe również wtedy, kiedy jeden z nich pali, pije albo gra w karty. To przecież o wiele bardziej zgubne nałogi niż inwestowanie na giełdzie. A jak sypia na boku z kimś innym? Tacy powinni być ukarani stawkami ekstra, np. 99%. O wyższych stawkach należałoby pomyśleć także dla tych, którzy krytycznie piszą o ministrze Kołodce i pomysłach jego urzędników. O, przepraszam, minister już o to zadbał, proponując zmiany w opodatkowaniu praw autorskich. Zapomniał jednak o twórcach z resortu finansów. Oni nie powinni płacić żadnych podatków. Dlaczego? To proste: przecież ich pomysły nie są warte złamanego grosza, a już na pewno ani jednego grosza z naszych w końcu - podatników - kieszeni. Może wtedy szybciej pomyślą o zmianie pracy.