Na możliwość kolejnej obniżki wskazywał wyraźnie Alan Greenspan podczas przesłuchań w Kongresie. Stwierdził wówczas, że deflacja jest być może dość odległym zagrożeniem, ale gospodarce nie zaszkodzi "niewielkie ubezpieczenie". Słowa te odebrano jako gotowość dalszego rozluźniania polityki finansowej.
Problem polega jednak na tym, że stopy procentowe i tak znajdują się w USA na najniższym poziomie od ponad 40 lat. Podstawowa stopa funduszy federalnych to zaledwie 1,25%. Gdy zostanie obniżona o kolejnych 25 punktów bazowych, znajdzie się na poziomie niewidzianym od lat 50.
Z kolejnym cięciem stóp wiąże się kilka niebezpieczeństw. Zdaniem sceptyków, stopy są już i tak na tyle niskie, że ćwierć procent więcej czy mniej, nie stanowi większej różnicy, aby pobudzić konsumentów do dalszego wydawania pieniędzy i odsunąć widmo deflacji. Natomiast ożywianie rynku nieruchomości nie ma sensu, bo i tak panuje na nim boom, a oprocentowanie pożyczek hipotecznych jest najniższe od dwóch pokoleń.
Podobnie jest z rynkiem kapitałowym, gdzie po zakończeniu wojny z Irakiem wskaźniki wzrosły o 20%. Zbyt głęboka obniżka może też przyspieszyć... podwyżkę stóp w przypadku pojawienia się wyraźniejszych sygnałów inflacyjnych. Wreszcie dalsze cięcia mogą zagrozić bezpośrednio rynkowi pieniężnemu (money market), ocenianemu dziś w USA na bilion dolarów. Firmy inwestujące na tym rynku nie mają żadnego pola manewru, a margines zysku zmniejszył się praktycznie do zera. W dłuższej perspektywie może to oznaczać odcięcie części spółek od kredytów, czyli efekt odwrotny od pożądanego przez Fed. Niektórzy ekonomiści, jak np. Richard Bernstein z Merrill Lynch, uważają, że kolejne cięcie nie jest właściwym lekarstwem na problemy Ameryki. Jego zdaniem Fed powinien skupić się nie na pobudzaniu popytu, ale na poprawie wyników finansowych korporacji, które są zadłużone i nie mogą sprzedać wyprodukowanych towarów.
Mimo tych niebezpieczeństw większość ekonomistów opowiada się za kolejnym cięciem. Słowo "deflacja" brzmi w USA bardzo groźnie, zwłaszcza że Amerykanie przypatrują się uważnie kłopotom Japonii. Ewentualna rezygnacja z obniżki mogłaby stanowić cios dla Wall Street, gdzie inwestorzy oczekują na stanowczą decyzję Fed.