Dawno na GPW nie było tak nudnej sesji jak wczorajsza. Od otwarcia kontraktom udało się wzrosnąć tylko 3 pkt., a spadek na sam koniec sesji wyniósł jedynie 5 pkt. Tak małej zmienności towarzyszyły obroty ledwo przekraczające 6 tys. na wszystkich seriach i skromne 140 mln na akcjach z WIG20. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że tak naprawdę kontraktami handlują już tylko sami animatorzy.
Ta konsolidacja była po części wynikiem wtorkowej bardzo spokojnej sesji w Stanach, na której obroty były najniższe od 10 notowań. Także z reguły emocjonalne reakcje po wynikach fińskiej Nokii były wczoraj bardzo stonowane. Warto jednak zauważyć, że jako powód obniżenia prognoz, podano nie tylko SARS i osłabienie dolara, ale także słabą kondycję światowej gospodarki. Zwracam na to uwagę, gdyż zaraz zacznie się sezon ostrzeżeń amerykańskich spółek, a po ostatnich kwartalnych publikacjach (odebranych jako rewelacyjne, ale głównie z powodu niskich prognoz w obawie o skutki wojny) oczekiwania inwestorów są bardzo wygórowane. Jakiekolwiek rozczarowanie nie potwierdzające dynamicznego ożywienia dyskontowanego przez giełdowe indeksy, będzie odbierane mocną przeceną.
Na to jednak przyjdzie jeszcze poczekać. Może nawet kilka tygodni. Na razie wzorową przecenę rynku zaprezentował wczoraj węgierski BUX (-3,94%). Dość istotnym dla naszego rynku jest pytanie, czy była to ucieczka zagranicznych inwestorów realizujących zyski po 3-miesięcznym wzroście (podgrzewanym najpierw przez węgierskie, teraz polskie referendum), czy też frustracja trochę niepoważnym zachowaniem węgierskiego banku centralnego, który najpierw dewaluuje walutę, by później naprawiać ten błąd wczorajszą podwyżką stóp procentowych. Pierwszy wariant źle wróżyłby dla naszego rynku.