Po niezłym początku wtorkowej sesji na amerykańskich giełdach, w dalszej jej części do głosu doszli sprzedający i po półtorej godziny notowań już prawie nic nie zostało ze zwyżki. To potwierdza, że podaż, jaka ujawniła się podczas piątkowej sesji, nie miała incydentalnego charakteru, a zwiastuje trwalsze pogorszenie notowań. Na Nasdaq jest to związane z dojściem wykresu indeksu do silnego oporu, wyznaczanego przez 61,8-proc. zniesienie ubiegłorocznej fali spadkowej oraz górne ograniczenie prawie trzymiesięcznego kanału rosnącego. Warto też zauważyć, że trwający od marca wzrost ma już takie same rozmiary jak ten z jesieni ub.r. Zakładając równość obu ruchów w górę właśnie w strefie 1645-1699 pkt można było upatrywać punktu zwrotnego na rynku. Ochłodzenie koniunktury można na razie traktować jako korektę wcześniejszej zwyżki, choć warto pamiętać, że struktura typu A-B-C jest charakterystyczna dla odbić w trendzie malejącym.

S&P500 powrócił w okolice 966 pkt. To niezwykle istotny poziom z punktu widzenia średnioterminowej koniunktury. Tutaj znajduje się linia szyi wieloletniej formacji głowy z ramionami. Została ona kilka dni temu przełamana, więc teraz ewentualny ponowny powrót poniżej niej znacznie popsułby morale byków, skłaniając ich do przekonania, że formacja jest nadal aktualna i rynkowi w dalszym ciągu grozi wypełnienie zasięgu, wynikającego z jej wysokości. Sytuacja na szerokim rynku amerykańskim jest więc dość klarowna. Zamknięcie poniżej 966 pkt oznaczałoby, że czerwcowe wybicie w górę było jedynie pułapką. W przypadku tego indeksu warto też przypomnieć, że wszystkie poprzednie korekty w bessie zwiększały wartość S&P500 o ok. 21%. Obecna ma tylko minimalnie więcej, stąd też tak ważne jest, aby indeks nie spadł poniżej 966 pkt. Dopóki tak się nie stanie, ma on możliwość powrotu do trendu rosnącego.

Rynki europejskie przyjęły postawę wyczekującą i tkwią blisko majowych szczytów. Niepokojące jest jednak to, że tworzeniu obecnego maksimum towarzyszą negatywne dywergencje na wskaźnikach technicznych. Sugerują one, że indeksy długo na tych poziomach nie zdołają się utrzymać.