W środę na rynku terminowym działo się niewiele. Przez większość sesji trwała męcząca stabilizacja pomiędzy 1194 i 1198 pkt. Minimum wypadło na wysokości miesięcznej linii trendu, która stanowi najbliższe wsparcie. Dopóki nie zostanie przełamana, można liczyć na ponowny test styczniowej luki bessy przy 1218 pkt.
W dalszym ciągu aktualna pozostaje koncepcja, opisująca ostatnie trzy miesiące notowań dwiema równoległymi liniami, biegnącymi po marcowych ekstremach. Wraz z oknem bessy z połowy stycznia zatrzymała ona zwyżkę w piątek i następnie w poniedziałek. Jednak dotychczasowe zdobycze niedźwiedzi nie są imponujące. Dlatego, pomimo utrzymujących się ostrzeżeń ze strony wskaźników (chodzi głównie o podwójną negatywną dywergencję na dziennym histogramie MACD), nie można mówić choćby o krótkookresowej zmianie układu sił na rynku. To zmieniłoby się dopiero wraz z przełamaniem miesięcznej linii trendu, przebiegającej na wysokości 1193 pkt. Zapowiadałoby to test dolnej granicy kanału wzrostowego, która znajduje się 30 pkt niżej.
Kolejne minimum ustanowiła zmienność rynku, mierzona 14-sesyjnym ATR-em. Wynosi ona już mniej niż 15 pkt. Ten fakt nie poddaje się jednoznacznej interpretacji. Można jednak zauważyć, że często znikome wahania towarzyszyły kształtowaniu lokalnych dołków lub szczytów (częściej szczytów). Symptomatyczna jest też 10-punktowa ujemna baza na półtora tygodnia przed wygaśnięciem czerwcowej serii kontraktów. Zresztą taką samą wartość ma ona w przypadku serii wrześniowej, co jednoznacznie wskazuje na oczekiwanie przez inwestorów dalszej zniżki. Łącząc wszystkie te fakty w jedną całość można przyjąć, że trudno będzie przekroczyć 1218 pkt. Niestety, nie oznacza to jednoczesnego rozpoczęcia spadkowej tendencji. O tym będzie można mówić dopiero po przełamaniu pierwszych wsparć.