Tymczasem to właśnie prywatyzacja miała zapewnić finansowanie transferów do funduszy emerytalnych. Wypłaty dla OFE zostały wyłączone z wydatków budżetu, dzięki czemu udało się znacznie zmniejszyć dziurę w państwowej kasie. Taki zabieg jest zresztą krytykowany przez większość ekonomistów. Od samego początku wątpili w rzetelność symulacji resortu finansów.
- To, co zrobił wicepremier Kołodko z deficytem, jest kreatywną księgowością. Minister zakłada finansowanie transferów do OFE z wpływów z prywatyzacji. A co się stanie, jeśli tych wpływów nie będzie? Jak od kilku lat wygląda prywatyzacja, wszyscy wiemy. Założenie, że Skarb Państwa pozyska ze sprzedaży państwowych firm ok. 12 mld zł, które mógłby przekazać do OFE, jest absolutnie nierealne - uważa Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.
- Zakładając, że deficyt liczymy po staremu, a NBP nie zgodzi się na propozycje Ministerstwa Finansów w sprawie rezerwy rewaluacyjnej, deficyt budżetu wzrośnie do grubo ponad 50 mld zł, czyli poziomu 6,5% PKB - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK.
Spekulacje przeciął wczoraj minister skarbu Piotr Czyżewski. Poinformował, że zapisana w założeniach kwota 11,9 mld zł prywatyzacyjnych dochodów "jest nieprawdziwa". Sprzedaż akcji państwowych firm przyniesie, według ministra Czyżewskiego, 7 mld zł. To może oznaczać, że wypłaty do funduszy emerytalnych wrócą do wydatków. I deficyt wzrośnie.
Osoby z ekipy odchodzącego wicepremiera Kołodki nie mają wątpliwości: wielkość niedoboru wyniesie ok. 55 mld zł. Bo oprócz zwiększenia wydatków przez OFE dziura zwiększy się także przez mniejsze dochody.