Reklama

Deficyt będzie większy

Większy deficyt budżetowy, ale utrzymana prognoza wzrostu PKB - tak prawdopodobnie będą wyglądały za kilka tygodni założenia do przyszłorocznego budżetu. Zwiększenie deficytu jest niemal pewne. Wczoraj okazało się, że plany wpływów z prywatyzacji Ministerstwo Finansów wzięło "z sufitu".

Publikacja: 13.06.2003 09:24

Tymczasem to właśnie prywatyzacja miała zapewnić finansowanie transferów do funduszy emerytalnych. Wypłaty dla OFE zostały wyłączone z wydatków budżetu, dzięki czemu udało się znacznie zmniejszyć dziurę w państwowej kasie. Taki zabieg jest zresztą krytykowany przez większość ekonomistów. Od samego początku wątpili w rzetelność symulacji resortu finansów.

- To, co zrobił wicepremier Kołodko z deficytem, jest kreatywną księgowością. Minister zakłada finansowanie transferów do OFE z wpływów z prywatyzacji. A co się stanie, jeśli tych wpływów nie będzie? Jak od kilku lat wygląda prywatyzacja, wszyscy wiemy. Założenie, że Skarb Państwa pozyska ze sprzedaży państwowych firm ok. 12 mld zł, które mógłby przekazać do OFE, jest absolutnie nierealne - uważa Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

- Zakładając, że deficyt liczymy po staremu, a NBP nie zgodzi się na propozycje Ministerstwa Finansów w sprawie rezerwy rewaluacyjnej, deficyt budżetu wzrośnie do grubo ponad 50 mld zł, czyli poziomu 6,5% PKB - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK.

Spekulacje przeciął wczoraj minister skarbu Piotr Czyżewski. Poinformował, że zapisana w założeniach kwota 11,9 mld zł prywatyzacyjnych dochodów "jest nieprawdziwa". Sprzedaż akcji państwowych firm przyniesie, według ministra Czyżewskiego, 7 mld zł. To może oznaczać, że wypłaty do funduszy emerytalnych wrócą do wydatków. I deficyt wzrośnie.

Osoby z ekipy odchodzącego wicepremiera Kołodki nie mają wątpliwości: wielkość niedoboru wyniesie ok. 55 mld zł. Bo oprócz zwiększenia wydatków przez OFE dziura zwiększy się także przez mniejsze dochody.

Reklama
Reklama

- Minister Hausner wie, że z rezerwy rewaluacyjnej można skorzystać. Ale wobec silnego oporu NBP raczej nie będzie o nią walczył. I dochody zmniejszą się o 9 mld zł. Do tego trzeba dodać jeszcze jakieś 2-3 mld zł, których zabraknie ze względu na działania nowego wicepremiera do spraw gospodarczych - powiedział nam jeden z urzędników MF. Jakie miałyby być to działania? Prawdopodobnie głębsze obniżki PIT.

Odchodzącego szefa resortu finansów i nowego wicepremiera do spraw gospodarczych łączy jedno: prognoza wzrostu gospodarczego. PKB ma w przyszłym roku wzrosnąć o 5%. Zdaniem naszego rozmówcy z MF, wicepremier Hausner chce osiągnąć to metodami fiskalnymi. A w takim przypadku nie ma mowy o wprowadzeniu euro już w 2007 r.

- Żeby się udało dotrzymać tego terminu, to w latach 2006 i 2007 musielibyśmy mieć bardzo rygorystyczny budżet. A na to się nie zanosi. Prawdopodobnie do euro będziemy wchodzić najwcześniej w 2010 r. - ocenia współpracownik Kołodki. I dodaje, że może to mieć bezpośredni wpływ na inne założenie budżetowe: poziom długu i koszt jego obsługi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama