Reklama

Bezpieczne 40 mld zł

Deficyt przyszłorocznego budżetu nie powinien być większy niż 40-45 mld zł, jeśli rząd chce utrzymać w ryzach dług publiczny - oceniają ekonomiści. To oznacza, że podatki mogą nie zostać obniżone tak, jak chciałby tego wicepremier Jerzy Hausner. Według planów odchodzącego wicepremiera Grzegorza Kołodki, przyszłoroczny deficyt miałby wynosić 33,1 mld zł, a poziom długu przekroczyć 53% PKB. Minister gospodarki i pracy już zapowiedział rewizję założeń do budżetu na 2004 r.

Publikacja: 14.06.2003 09:56

Dla większości analityków wyliczenia G. Kołodki są niewiarygodne. Deficyt udało się obniżyć dzięki wyłączeniu z wydatków transferów do OFE i wpisaniu do dochodów 9 mld zł rezerwy rewaluacyjnej. Jednak wystarczy, że NBP nie zgodzi się na rozwiązanie rezerwy, a niedobór w budżecie wzrośnie do 42,1 mld zł. Nasi rozmówcy uważają, że w takim przypadku pole manewru wicepremiera Hausnera, który zapowiada pobudzenie gospodarki m.in. zmniejszeniem obciążeń fiskalnych, będzie bardzo ograniczone.

Większy deficyt

- więcej prywatyzacji

- Bezpieczny pułap deficytu budżetowego to ok. 40 mld zł. Przy 50-mld deficycie i 5-7 mld zl przychodów z prywatyzacji, możemy mieć wzrost długu publicznego ponad 55% PKB - ocenia Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

- Możemy mieć deficyt w granicach 40-50 mld zł, ale przy znacznie większych przychodach prywatyzacyjnych. Utrzymanie takiej sytuacji, w której większość deficytu jest finansowana długiem, jest nie do utrzymania na dłuższą metę - mówi Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities.

Reklama
Reklama

Tymczasem minister skarbu Piotr Czyżewski zapowiada, że w 2004 r. sprzedaż państwowych firm powinna przynieść ok. 7 mld zł. Co to wszystko oznacza? Minister Hausner będzie musiał uważać z obniżkami podatków, żeby zbytnio nie obniżyć dochodów. Niedostateczne finansowanie deficytu prywatyzacją w 2004 r. może bowiem oznaczać, że już w kolejnym roku rząd będzie musiał drastycznie ograniczyć różnicę między dochodami a wydatkami. Przekroczenie progu 55% PKB uruchamia procedury ostrożnościowe. Najważniejsza z nich to właśnie obniżanie deficytów centralnego i samorządów.

Można to zrobić na dwa sposoby: zwiększając dochody, co byłoby równoznaczne z wyższymi podatkami (i byłoby sprzeczne z planami ministra Hausnera) lub zmniejszając wydatki. W przypadku samorządów ograniczenie nakładów to problemy ze współfinansowaniem projektów Unii Europejskiej. Cięcia w sferze wydatków centralnych nie będą zaś na rękę politykom - 2005 r., kiedy sanację trzeba będzie przeprowadzić, prawdopodobnie będzie rokiem wyborów.

Ryzykowna strategia Hausnera

- Minister Hausner zakłada, że dzięki pobudzeniu gospodarki w 2004 r. dochody zwiększą się na tyle, że deficyt nie wzrośnie. Ale to dość ryzykowna strategia - uważa P. Bujak.

Więcej zaufania do nowego wicepremiera ma Mirosław Gronicki, główny ekonomista Banku Millennium. Przypomina, że budżet centralny to tylko część systemu finansów publicznych. - Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu będzie utrzymana dyscyplina finansowa w całym systemie - mówi M. Gronicki. Jego zdaniem, pozytywne efekty obniżenia podatków dochodowych (m.in. wzrost konsumpcji i związane z tym większe wpływy z podatków pośrednich) powetują w dłuższym czasie początkowy ubytek w budżecie.

Szczegóły swojego programu gospodarczego wicepremier Hausner ma przedstawić w nadchodzącym tygodniu. We wtorek rząd ma zdecydować o dalszych losach ustaw o podatkach dochodowych autorstwa wicepremiera Kołodki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama