4,6 miliona osób w USA pracuje obecnie krócej niż 34 godziny w tygodniu tylko z jednego powodu - nie może znaleźć lepszej pracy. Z informacji rządu federalnego wynika, że są to najgorsze dane od 7 lat. Zaledwie dwa dni temu sekretarz skarbu John Snow ostrzegł, że liczba osób pozostających bez pracy będzie się jeszcze powiększać. Według niego, szczytowy moment kryzysu nastąpi, gdy bezrobocie osiągnie wartość 6,3%. Wówczas powinno nastąpić przesilenie. Z drugiej jednak strony część bezrobotnych, którym wygasło prawo do zasiłku, może znaleźć jakiekolwiek zatrudnienie, choćby na pół etatu. Pracodawcy chętniej decydują się na takie rozwiązanie, gdyż nie muszą wówczas opłacać dodatkowych świadczeń za zatrudnionych, takich jak ubezpieczenie zdrowotne czy plan emerytalny.
Ekonomiści są jednak zgodni, że bez gwarancji trwałości zatrudnienia nie będzie mowy o poprawie sytuacji na rynku USA, gdzie konsumpcja generuje prawie 70% PKB. Tymczasem, według badań opublikowanych przez spółkę Manpower, zaledwie 20% amerykańskich firm zamierza zwiększyć zatrudnienie w III kwartale, 9% spółek planuje kolejne cięcia, a 65% nie chce wprowadzać żadnych zmian. To najgorsze dane od 12 lat.
Z powodu lęku o utratę zatrudnienia Amerykanie masowo rezygnują lub ograniczają wykorzystywane urlopy. Według Expedia.com, liczba wykorzystanych dni urlopu zmniejszy się w tym roku o 10% w porównaniu z sezonem wakacyjnym 2002 r. Innym powodem, dla którego pracownicy nie mogą korzystać z wypoczynku, są dokonane redukcje, które spowodowały, że mają oni do wykonania więcej zajęć za zwolnionych kolegów.
Strach przed utratą zatrudnienia dotyczy przede wszystmi osób na wyższych stanowiskach menedżerskich. Aż 50% dyrektorów zamierza w tym roku skorzystać tylko ze skróconego wypoczynku.