Prezydent Francji Jacques Chirac już w maju 1998 r. zapewnił Trichetowi kierowanie EBC, gdy zagroził, że nie zgodzi się na kandydaturę Duisenberga. Ustąpił po uzyskaniu zapewnienia, że Holender odejdzie z tego stanowiska przed końcem ośmioletniej kadencji, ustępując je Francuzowi.

Do kwietnia 2000 r. Trichet spokojnie czekał na odejście Duisenberga. Wtedy jednak paryska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie roli ministra skarbu w latach 1992 i 1993 w ukrywaniu przed opinią publiczną fatalnej sytuacji finansowej należącego do państwa wielkiego banku Credit Lyonnais. Rząd uratował ten bank przed bankructwem, wspierając go kwotą szacowaną na 15 mld euro.

Ministrem skarbu był przed 10 laty Jean-Claude Trichet i na początku roku prokurator zażądał dla niego 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu za pomaganie Credit Lyonnais w fałszowaniu księgowości w 1992 r. i opublikowaniu nieprawdziwych wyników za 1992 r i I półrocze 1993 r., tak aby sprostać międzynarodowym standardom stosunku kredytów do aktywów. Trichet w czasie sześciotygodniowego procesu zaprzeczał tym zarzutom. Podobnie jak ośmiu innych oskarżonych.

Środowy wyrok paryskiego sądu nie oznacza jednak zakończenia całej sprawy. Zarówno pozywający, jak i prokurator mają 10 dni na zaskarżenie orzeczenia sądu. Ewentualny proces apelacyjny mógłby zaś odbyć się najwcześniej za 9 miesięcy.

- Apelacja jest wielce prawdopodobna - powiedział Wim Duisenberg w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Die Welt". - Pozostanę na swym stanowisku tak długo, jak będzie trzeba, by objęcie go przez następcę było możliwie łagodne - dodał prezes EBC. Już w kwietniu Duisenberg zgodził się bezterminowo przełożyć termin przejścia na emeryturę, wcześniej wyznaczony na 9 lipca, w dniu jego 68. urodzin.