Na naszym rynku przez ostatnie miesiące dało się zauważyć pewną prawidłowość - sesje przebiegają właściwie według dwóch schematów. Pierwszym jest osławiony i przeklinany przez inwestorów marazm i ten, niestety, pojawia się najczęściej. Drugim sposobem "rozegrania" sesji jest silny atak którejś ze stron rynku, wpływający na znaczną skokową zmianę cen. Ataki są zwykle prowadzone w ramach jednej sesji.
Właśnie z tym drugim typem sesji mieliśmy wczoraj do czynienia. Zaczęło się od wyskoku cen spółki ComArch. Nie było to zbyt ważne dla indeksu, gdyż waga w nim Comarchu nie przekracza 1%. Po jakimś czasie popyt pojawił się jednak także i na innych, już znacznie "cięższych" spółkach z KGHM na czele. Pod koniec pierwszej godziny notowań na rynku kasowym mieliśmy już regularny atak popytu. Zaangażowany weń był spory kapitał, o czym mogą świadczyć choćby obroty, które na całej sesji przekroczyły kwotę 360 mln złotych. Jednak już w południe rynek został pozostawiony sam sobie, co w końcówce sesji zaowocowało spadkiem cen. Ostatecznie zamknięcie miało miejsce w okolicy połowy rozpiętości wczorajszej świecy.
Jaki był zatem cel tego ataku? Dlaczego nie był on później kontynuowany? Pytania się mnożą, zwłaszcza mając świadomość, że nikt nie angażuje kilkudziesięciu milionów złotych jedynie dla zabawy. Co ciekawe, poważny atak miał miejsce na sesji, która miała być "poczekalnią" przed długim weekendem. Można wnioskować, że atakujący mieli świadomość, iż podaż będzie dziś ograniczona. Zatem czy na pewno chodziło o chęć kupna, czy jedynie o wpłynięcie na poziom cen? Zbliżający się koniec półrocza, a zatem okres rozliczeń, nasuwa sam odpowiedź na te pytania. Został już tylko tydzień. Potem nie będzie już interesu w podbijaniu cen - premie zostaną przyznane.