Czwartkowe sesje w Europie rozpoczęły się od delikatnych wzrostów. Taki stan rzeczy nie potrwał długo. Już po paru minutach bowiem główne indeksy przeszły na minusy. Jednak na razie posiadacze akcji nie mają się o co martwić. Za wcześnie jest mówić o powrocie rynku niedźwiedzia. Przynajmniej na gruncie analizy technicznej, bo patrząc przez pryzmat analizy fundamentalnej, to indeksy powinny być dużo, dużo niżej. No, ale fundamenty już dawno przestały odgrywać jakąkolwiek rolę. Pozostaje więc analiza techniczna. A ta wyraźnie wskazuje, że mamy do czynienia z trendem wzrostowym. I tak, w przypadku niemieckiego DAX-a o sygnale sprzedaży będziemy mogli mówić dopiero w momencie zejścia poniżej 3070-3100 pkt. Wsparcie tworzy średnioterminowa linii hossy oraz lokalny szczyt z 6 maja br. Wówczas będzie można oczekiwać powrotu niedźwiedzi na rynek. Ale zanim to nastąpi, realne są dalsze wzrosty. Chociaż trzeba przyznać, że wykupienie w połączeniu z bliskością lokalnych szczytów z listopada i grudnia ub.r., powinny raczej zachęcać do realizacji zysków niż do kupna akcji na najbliższych sesjach.
Z walki nie rezygnują japońskie byki. Silny trend wzrostowy, wspomagany przez dobre nastroje na globalnym rynku, sprawił iż Nikkei bardzo szybko zbliża się do kluczowej, dla swych dalszych losów, bariery podażowej w przedziale 9300-9500 pkt. Tworzy ją trzyletnia linia bessy, lokalny szczyt z grudnia ub.r. oraz opór tworzony przez dołki z października 2001 i lutego 2002 roku. Z uwagi na jej siłę oraz zważywszy na fakt, iż indeks notują najwyższe poziomy wykupienia od ponad roku, należy oczekiwać wyhamowywania wzrostów i realizacji zysków. Byki chcąc myśleć o dalszych wzrostach nie mogą dopuścić do spadku poniżej dwumiesięcznej linii hossy (aktualnie 8650 pkt.). Jej przełamanie to silny sygnał sprzedaży. Tym samym ostatnie wzrosty należy traktować jako średnioterminową korektę w długoterminowym trendzie spadkowym. Wówczas będzie to oznaczało, że najpóźniej pod koniec roku, Nikkei znów będzie testował kilkunastoletnie minima.