Na polskim rynku energii elektrycznej mamy dużą nadpodaż. Co się z tą nadpodażą dzieje wie najlepiej Operator Systemu, który ciągle rozdaje karty na rynku. Niepodzielnie dzieli i rządzi on importem i eksportem energii elektrycznej. Zachwycamy się naszą Towarową Giełdą Energii (TGE), na której obroty przekroczyły już w tym roku 1,3 TWh, a średni dzienny obrót wyniósł 8 373 MWh. Tymczasem nie zdajemy sobie sprawy z wolumenu wymiany energii elektrycznej pomiędzy Polską i naszymi sąsiadami. Czy ta wymiana wpływa jakoś na naszą TGE? To zależy od zasad wymiany energii oraz od wolumenu tej wymiany.
TGE ma aspiracje, by jej obroty stanowiły kilkanaście procent rynku. Teraz wynoszą około 3%. Gdyby handel zagraniczny odbywał się po części za pośrednictwem TGE, te aspiracje byłyby bardzo realne. Operator Systemu chroni naszych rodzimych producentów przed konkurencją z zagranicy. Czy robi to skutecznie i efektywnie? Czy ktoś to kontroluje? Może gdyby jasno określić zasady, na jakich można handlować z zagranicą, rynek robiłby to efektywniej niż jeden uczestnik w postaci Operatora Systemu. Na razie mamy sytuację, w której handel zagraniczny zapewnia Operatorowi spore zyski oraz pozwala w pewnym stopniu kontrolować nasz "wolny rynek".