Były wicepremier ostro skrytykował wczoraj projekty pobudzania gospodarki tzw. impulsami popytowymi. Generowanie takich impulsów - głównie przez zmniejszanie obciążeń podatkowych - to główny cel planu gospodarczego wicepremiera Jerzego Hausnera. - Polsce nie są potrzebne dziś żadne nowe impulsy popytowe. Jest ich już wystarczająco dużo. Dodatkowe mogą zamienić się w impulsy inflacyjne - mówił wczoraj G. Kołodko. Dodał, że inflacja może wzrosnąć nawet do 2% w przyszłym roku.
Według G. Kołodki, prawdopodobnie zmiany w założeniach do budżetu na przyszły rok będą polegać na zwiększeniu wydatków. - Będzie się to odbywało pod hasłem pomocy publicznej albo wspierania przedsiębiorczości - mówił. Ostrzegał też przed transferem pieniędzy do nierentownych firm, ukrytymi dotacjami udzielanymi pod pozorem gwarancji i poręczeń Skarbu Państwa oraz "skokiem na kasę". Miałby on polegać m.in. na zmianach kadrowych w Banku Gospodarstwa Krajowego, Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych czy Agencji Rynku Rolnego. - Wtedy może się okazać, że znajdą się pieniądze na różnego rodzaju projekty, jak np. na programy w rodzaju "Pierwsze bezrobocie". Przepraszam: "Pierwsza praca" - stwierdził G. Kołodko.
Przestępstwem wobec przyszłych pokoleń były minister finansów nazwał zwiększenie deficytu budżetowego i długu publicznego. Ostrzegł przed próbami "zdemontowania" barier ostrożnościowych dla poziomu długu. Za niebezpieczne uznał plany przesunięcia w czasie przystąpienia do strefy euro. - Odsuwanie tego poza rok 2007 oznacza, że w latach 2004-2005 nie będzie potrzebna taka dyscyplina budżetowa, jaką ja zaproponowałem - powiedział były wicepremier.