Według Jamesa Gormana, prezesa Global Private Client Group w Merrill Lynch, w 2002 r. najbogatsi inwestorzy umieszczali przynajmniej 10% środków w instrumentach alternatywnych, takich jak fundusze hedgingowe lub nieruchomości. Zasada była prosta - im większa była wartość kapitału, tym większy był odsetek alternatywnych inwestycji w portfelu inwestora. Jednocześnie na prywatnych kontach zmniejszał się udział bezpośrednich inwestycji w akcje spółek.

Z badań ML wynika, że w 2002 r. aktywa na funduszach hedgingowych wzrosły o 8% i wynosiły w skali całego globu około 650 mld USD. Regionem największego wzrostu okazała się Japonia. Raport przewiduje, że do 2010 r. w tego rodzaju funduszach będzie zainwestowanych już 1,5 bln USD. Fundusze hedgingowe radziły sobie dużo lepiej od innych instytucji finansowych, inwestujących na giełdach. Na przykład w ub.r. średnia wartość funduszu akcyjnego spadła o 20,3%, podczas gdy Van Hedge Global Hedge Fund Index zyskał na wartości 0,2%. Ciągle jednak ten wynik był dużo słabszy niż w przypadku funduszy obligacyjnych, gdzie średni wzrost wyniósł aż 6,2%.

Innym popularnym instrumentem dywersyfikującym portfele okazały się nieruchomości, i to zarówno w formie bezpośredniej własności, jak też poprzez inwestycje w fundusze nieruchomościowe. Na głównych rynkach przynosiły one zwrot rzędu 6-8%. Tylko w USA zagraniczni inwestorzy przejęli nieruchomości o łącznej wartości 7,9 mld USD. Także w Wielkiej Brytanii ceny nieruchomości zwiększyły się o 22%.

Najbogatsi obywatele świata (minimum milion dolarów w lokatach kapitałowych) lokowali także pieniądze w towarach luksusowych, takich jak sztuka czy kolekcje win. Zainteresowaniem cieszyły się także takie metale szlachetne, jak złoto czy platyna, co na początku 2003 r. wywindowało te kruszce do najwyższego poziomu od sześciu lat. W odwrocie znalazły się natomiast inwestycje w prywatne spółki nie notowane na giełdach, choć wciąż - według autorów raportu - ta forma inwestycji jest traktowana jako obiecujący alternatywny instrument finansowy.