Uczestników międzynarodowego rynku naftowego zaskoczył w środę niespodziewany spadek zapasów ropy w USA. Zmniejszyły się one w poprzednim tygodniu o 1,4%, podczas gdy oczekiwano ich wzrostu. Mniejsza podaż ropy budzi szczególny niepokój ze względu na zbliżający się w tym kraju szczyt sezonu motoryzacyjnego. W tych warunkach ceny tego surowca zaczęły rosnąć i wczoraj po południu baryłka gatunku Brent z dostawą w sierpniu kosztowała w Londynie 27,52 USD wobec 26,62 USD we wtorek.

Tymczasem ankieta przeprowadzona przez agencję Bloomberga wśród banków i firm maklerskich wykazała, że eksperci tych instytucji oczekują spadku notowań. Ich zdaniem, cena ropy Brent obniży się w drugim półroczu do 23,85 USD za baryłkę, a w roku przyszłym do 22,15 USD. Wśród powodów tej zmiany wymieniono powolny wzrost popytu na paliwa płynne oraz stopniowe powiększanie eksportu przez Irak.

Notowania złota podniosły się wczoraj wskutek osłabienia dolara. Zareagował on w ten sposób na dane, które wykazały niespodziewany spadek zamówień na dobra trwałego użytku w USA. Wobec niepewnej sytuacji w gospodarce amerykańskiej złoto zyskało na atrakcyjności jako bezpieczna lokata kapitału i w Londynie za uncję tego kruszcu płacono po południu 347,75 USD, tj. o 0,95 USD więcej niż w końcu sesji wtorkowej.

Natomiast wskutek spadku zamówień na wyroby przemysłowe obniżyła się cena miedzi. Słaba koniunktura w gospodarce USA oznacza bowiem mniejsze zapotrzebowanie na ten surowiec szeroko stosowany w przemyśle oraz budownictwie. W Londynie tona miedzi w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w środę 1678 USD wobec 1689 USD dzień wcześniej.