...nie ma już miejsca na wzrosty. Wiele wskazuje na to, że w zeszłym tygodniu indeksy zachodnich giełd zakończyły wzrosty. Dokładnie rzecz biorąc, zakończeniu uległa średnioterminowa korekta wzrostowa rozpoczęta w październiku 2002 r. Na razie od maksimum z ubiegłego tygodnia dzielą nas tak naprawdę tylko dwie spadkowe sesje, więc moją prognozę można nazwać "łapaniem szczytu".

Sądzę, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by zdecydowanie mówić o rozpoczęciu silnych spadków, ale z pewnością należy liczyć się z taką ewentualnością. Zgodnie z klasyczną analizą techniczną S&P 500 cały pozostaje w średnioterminowym trendzie wzrostowym. Znajduje się on powyżej trzymiesięcznej linii trendu i na razie nie pojawiły się sygnały sprzedaży. Ostatni, niewielki spadek można zatem cały czas traktować jedynie jako odreagowanie wcześniejszych wzrostów. Osobiście jednak coraz słabiej wierzę w tę optymistyczną wersję ostatnich wydarzeń. Już pierwszy rzut oka na wykres zdradza bowiem 5-falową strukturę ostatniego ruchu, która sugeruje zahamowanie wzrostów. W nieco dłuższym horyzoncie czasowym sytuacja również nie wygląda zbyt optymistycznie. Od października 2002 r. do tej chwili indeks ukształtował trzy fale o typowo korekcyjnym charakterze. Łącząc wszystko to razem trudno nie odnieść wrażenia, że zakończeniu uległa właśnie fala C korekty rozpoczętej pod koniec ubiegłego roku. Jeśli przedstawiona analiza jest trafna, to na rynku ponownie zagoszczą spadki, a ich końca nie należy spodziewać się wcześniej niż za kilka lub nawet kilkanaście tygodni. Nie oznacza to, oczywiście, że najbliższe sesje nie mogą przynieść niewielkiego wzrostu. Do momentu zdecydowanego przełamania ostatniego maksimum, ja pozostanę jednak pesymistą.

Indeksy zniżkują dopiero niecały tydzień i pewnie jest jeszcze za wcześnie, by kreślić aż tak pesymistyczny scenariusz. S&P 500 znajduje się powyżej linii trendu, oscylatory są już silnie wyprzedane, a inwestorzy mogą mieć nadzieję, że obecne spadki to tylko korekta. I obym to ja się mylił...