Nie rozumiem ekonomii rolnej. Czytając o kolejnych górkach i dołkach - aktualnie o "świńskiej górce" - utwierdzam się w przekonaniu, że jest to "ekonomia inaczej". Wiem także, że Polska i Unia Europejska godzi się z takim stanem rzeczy. Na tym przekonaniu wyrosły nasze agencje rolne i Wspólna Polityka Rolna w Brukseli. Wypisując wolny rynek i wolną konkurencję na swych sztandarach, Stary Kontynent czyni dla rolnictwa wyjątek. Przyznaje się z góry do porażki w rywalizacji z innymi kontynentami, gdzie zbiera się plony kilka razy w roku i produkuje żywność taniej niż w Europie. Uznaje racje rolniczego lobby kosztem podatników. Jest to rodzaj publicznej zapomogi, ale nie tylko. W Polsce kamufluje utajone bezrobocie na wsi. W zachodniej Europie jest to sentymentalna dbałość o przetrwanie tradycji, wiejskiego osadnictwa i sielskiego krajobrazu.
A przecież tłumione i zwalczane prawa ekonomii upominają się o swoje. Najskuteczniej można je tłumić tam, gdzie istnieje granica celna, zatem w relacjach zewnętrznych. Pozorując udział w liberalizacji na forum Światowej Organizacji Handlu, poszerzona Unia Europejska świadomie wyrzeka się korzyści z wymiany międzynarodowej. Podwyższa przez to własne koszty utrzymania i utrudnia rozwój Trzeciego Świata. Gdy jednak brakuje zapory celnej, a narzędziami polityki są dotacje i interwencyjne zakupy, prawo popytu i podaży wychodzi z podziemia. W tym roku dwukrotnie dało znać o sobie. Wiosną, gdy podaż ziarna zbożowego okazała się mniejsza niż potrzeby młynarzy, co spowodowało skok cen pszenicy (z 455 zł za tonę w marcu do 480 zł za tonę na początku kwietnia i aż 570 zł w maju) m.in. z powodu nadmiernego eksportu. Panika na rynku mąki wywołała spóźnioną - jak zwykle - interwencję Agencji Rynku Rolnego, co zresztą ujawniło kradzież tysięcy ton z magazynów zbożowych. Ponowny cykl: interwencja-zachwianie równowagi-interwencja ujawnił się latem na rynku wieprzowiny. Jak zwykle, zaczęło się od nadmiernych cen skupu, nadmiaru świń, co wytworzyło górę mrożonego mięsa (zapasy wieprzowiny w Polsce, gdzie kiedyś sprzedawano żywność na kartki, są większe niż w całej Unii Europejskiej), a ostatecznym efektem jest sprzedaż wieprzowiny przez Agencję Rynku Rolnego po cenach znacznie niższych niż ceny zakupu. Taka to ekonomia!
Idealna i terminowa interwencja rolna jest taką samą utopią, jak centralne planowanie produkcji wedle społecznych potrzeb. Dlatego martwi to, że - śladem dewizy premiera Millera (rolnik musi wiedzieć, co produkować, komu sprzedawać i za ile) - Polska staje u boku Francji w szeregu obrońców polityki rolnej, która jest i będzie marnotrawstwem publicznego grosza.