Mijający tydzień, po wcześniejszej niewielkiej korekcie, przyniósł kolejny atak na niezwykle silną barierę podażową w przedziale 1256-1258 pkt. Niestety tym razem również nie udało się jej przełamać, co jednak nie zaowocowało większą wyprzedażą akcji. Dlatego też coraz bardziej wątpię, czy wyczekiwane, również przez mnie, krótkie pozycje, zaczną generować zyski. Kolejny niekorzystny dla "krótkich" czynnik to bardzo niskie obroty na tych spółkach, na których odbicie od oporu zakończyło się większymi spadkami. Mam tutaj na myśli KGHM oraz Prokom. W przypadku pierwszej nie udało się wybić ponad 14,8 zł, a w piątek ukształtowała się duża czarna świeca. To zdecydowanie przemawiałoby na korzyść sprzedających, gdyby nie fakt, iż na piątkowej sesji akcje KGHM wzbudzały bardzo małe zainteresowanie inwestorów. Nieco inaczej sytuacja wygląda na samym futuresie, który w piątek należał do bardziej popularnych instrumentów na rynku kontraktów akcyjnych.

Bardzo podobnie wygląda sytuacja w przypadku kontraktu na Prokom. Również mamy podstawy do zbudowania podwójnego szczytu i spadek instrumentu bazowego niestety nie poparty obrotami. Dlatego w tym wypadku wydaje mi się, że z zajmowaniem krótkich należy poczekać do przełamania wsparcia na wysokości 132,5 zł.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na dosyć powszechną ujemną bazę. Nie byłoby to z pewnością aż tak dziwne, gdyby nie fakt, że w przypadku kontraktów: PKMU oraz PEOU baza ta sięga czasami nawet 3%. Jest to najlepszy dowód na to jak bardzo nieefektywne na naszym rynku jest wykorzystanie arbitrażu z użyciem krótkiej sprzedaży, nawet gdy wystarczy pożyczyć wyłącznie walory jednej spółki.