Wczorajsza sesja była wielką niewiadomą, gdyż rozpoczynała nowy kwartał. W poniedziałek skończył się kwartał poprzedni, a więc powstawała wątpliwość, czy parasol ochronny, który wisiał nad rynkiem, będzie nad nim nadal rozpostarty. Zastanawiano się, czy wraz z rozpoczęciem nowego okresu rozliczeniowego, nie zostanie otwarty sezon na rogaciznę. Mowa oczywiście o odstrzale w celu zachowania równowagi ekosystemu giełdowego.
Początek sesji był więc bardzo spokojny. Pierwsza godzina notowań, gdy jeszcze nie była znana sytuacja na rynku kasowym, upłynęła niemal sennie, ze znikomym obrotem. Nikt nie miał chęci na ryzykowanie w ciemno. Gdy ruszył kasowy, sytuacja za bardzo się nie zmieniła, bo i na akcjach odbywało się jedynie "macanie" przeciwnika.
Dopiero po południu przyszło rozstrzygnięcie. Gdy w południe rynek nieco wzrósł, ale nie poszły za tym większe zlecenia kupna, posiadacze długich pozycji zaczęli się niepokoić. Wzmagająca się podaż na TPS rozwiewała wątpliwości. Z rynkiem nie było najlepiej. Stąd spadek cen na kontraktach i następujące po sobie kolejne minima sesji. Spadek nie był dynamiczny i to było najgorsze, gdyż ciągle dawało bykom nadzieję, że zniżka szybko się skończy.
Nie skończyła się, a w końcówce przybrała już zdecydowanie duże rozmiary. Na końcowym fixingu ceny spadły o 4 pkt przy obrocie ponad 1600 szt. Wygląda na to, że faktycznie rozpoczął się odstrzał byków. Okres ochronny minął. Techniczne nie jest może tragicznie, ale zejście pod poziom ostatniego lokalnego dołka (1219 pkt) nie może pozostać niezauważone. Wypada sądzić, że mamy w tej chwili ruch korekcyjny w kierunku dolnego ograniczenia kanału wzrostowego. Wybicie z niego dołem można będzie uważać za zakończenie wzrostu trwającego od marca.