Ropa naftowa trochę staniała, ale poniedziałkowa zwyżka jej ceny była tak znaczna - 3,3%, że wczoraj po południu na giełdzie w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w sierpniu nadal kosztowała powyżej 28 USD (28,10 USD). W poniedziałek inwestorzy naprawdę przerazili się, że huragan Bill nad Zatoką Meksykańską i strajk w Nigerii mogą poważnie zakłócić dostawy ropy naftowej. Tymczasem huragan nie zniszczył urządzeń przeładunkowych ani rafinerii nad Zatoką, skierował swój atak w głąb lądu i na platformy wiertnicze mogli wczoraj wrócić ewakuowani w niedzielę robotnicy. Strajk generalny w Nigerii wprawdzie w poniedziałek zaczął się, ale na razie nie spowodowało to zmniejszenia wydobycia ropy.
Miedź, aluminium i inne metale przemysłowe ponownie staniały wczoraj w Londynie w obawie, że gospodarki w Stanach Zjednoczonych i Europie nie będą w najbliższym czasie rozwijały się na tyle szybko, by spowodować wzrost popytu na te surowce. Nastroje uczestników tego rynku pogorszyła jeszcze wczorajsza informacja o niespodziewanym spadku produkcji przemysłowej w czerwcu w Stanach Zjednoczonych. Indeks ISM wyniósł 49,8 pkt., a każdy jego odczyt poniżej 50 oznacza, że produkcja zmniejszyła się. Był to już czwarty z rzędu miesiąc jej spadku. Po południu na londyńskiej giełdzie tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała 1646 USD, a więc była tańsza o 9 USD niż na poniedziałkowym zamknięciu.
Złoto natomiast ponownie wczoraj zdrożało, co było spowodowane umocnieniem się euro wobec dolara. Cena złota z natychmiastową dostawą ustalana przez 11 banków odgrywających czołową rolę na tym rynku wzrosła do 350,6 USD za uncję z 346,4 USD dzień wcześniej.