Czy coś mnie ominęło? Takie sesje na kontraktach jak wczorajsza świadczyły ostatnio tylko o jednym - wieczorem jest bal sylwestrowy. Ja, niestety, o niczym nie wiem, a rozpiętość sesji (6 pkt), analogiczna do przedświątecznych notowań, wskazuje właśnie na jakąś huczną zabawę. Żarty żartami, a nikomu do śmiechu. Zapewne byłoby ciekawiej, gdyby nie drobna "usterka techniczna" na amerykańskich indeksach. Spadki zatrzymane zostały niemal idealnie przez ważne wsparcia (S&P 965 pkt, Nasdaq 1600 pkt), właśnie dzięki popytowi ze strony "techników". To nie pozwoliło na naszym rynku na kontynuację wtorkowych spadków.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że odreagowanie nie było zwyczajowym podciąganiem rynku pojedynczymi transakcjami. Wartość transakcji wyraźnie wskazywała, że to niektóre fundusze postanowiły szybko doważyć akcjami portfele na początku nowego półrocza. Jeszcze przed południem wartość obrotu przekroczyła 100 mln zł. Widać też było, że wczoraj chodziło tylko o to, by kupić jak najwięcej, a nie by ciągnąć rynek do dalszych wzrostów. Gdyby wybrano ten drugi wariant, to korzystając ze wzrostów w Eurolandzie już samo otwarcie byłoby wyższe i nie oglądalibyśmy też marazmu w drugiej części sesji. Taka stabilizacja miała właśnie na celu ostudzenie rynku, by nie wpędzić go w euforię, jaka mogłaby wyniknąć z dalszych wzrostów na tak dużym obrocie. Kto i od kogo kupuje? Wykresy (BUX) pokazują, że także od nas wychodzi zagranica, zaś tradycja sugeruje, że kupują OFE zawstydzone ostatnim kwartałem. Niestety, późniejsze efekty przepływu akcji w tę stronę były zawsze dla rynku niekorzystne. Na razie jednak, zarówno zachowanie zagranicznych indeksów, jak i skala popytu na główne spółki sugerują odroczenie wyroku przynajmniej do przyszłego tygodnia.