Kilkanaście dni temu pisałem w tym miejscu o możliwościach współpracy Związku Maklerów i Doradców z Izbą Domów Maklerskich, zwracając jednak uwagę na naturalny i całkiem zrozumiały konflikt interesów. Dzisiaj chciałbym rozwinąć ten temat i pokazać, jak nawet w takim przypadku można wypracować rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony.
Izba zrzesza pracodawców, których naturalnym dążeniem jest minimalizacja kosztów działania. Dobrze jest, gdy nie powoduje to obniżania jakości świadczonych usług, np. poprzez unikanie zatrudniania fachowego personelu, jakim na rynku kapitałowym są licencjonowani maklerzy i doradcy. Gorzej jest, gdy dążenie do cięcia kosztów przejawia się obniżaniem płac takiego personelu do poziomu zarobków robotników niewykwalifikowanych.
Niestety, znane są przypadki, gdy zarobki maklera pracującego w Punkcie Obsługi Klientów ledwie przekraczają płacę minimalną, nie osiągając nawet połowy średniej krajowej. Maklerowi, który po trudnym, merytorycznym egzaminie, zdobył licencję, proponuje się już nawet nie "zatrudnienie na 3-miesięczny okres próbny", lecz "bezpłatną 3-miesięczną praktykę"! A "jak się Pan sprawdzi, to może (!) potem zatrudnimy Pana na stałe...". Taka bezpłatna praktyka nie stanowi zatrudnienia w rozumieniu kodeksu pracy, więc makler pozbawiony jest jakichkolwiek osłon socjalnych! Chyba już bardziej wyraziście nie da się pokazać wspomnianego na wstępie konfliktu interesów.
Związek Maklerów i Doradców zaproponował więc rozwiązanie, które znalazło się w projekcie nowej ustawy i nawet jeśli nie rozwiązuje całkowicie tego konfliktu, to przynajmniej stwarza maklerom i doradcom znacznie lepszą pozycję do negocjowania warunków pracy i płacy. Jest wielu maklerów, którzy bardzo sobie cenią możliwość aktywnej współpracy z klientami i chcieliby, by poziom satysfakcji klientów znajdował odzwierciedlenie w ich zarobkach. Skoro nie udało się na szerszą skalę wypracować efektywnego systemu wynagrodzenia prowizyjnego, wprowadziliśmy do projektu ustawy rozwiązanie znane w Unii Europejskiej. Chodzi o pełnienie przez maklerów funkcji agenta domu maklerskiego. Taki makler będzie miał "swoją" grupę klientów, którym będzie ułatwiał kontakt z domem maklerskim i z którymi będzie pracował w dużej mierze samodzielnie, będąc ich aktywnym partnerem. Oczywiście oznacza to znaczny wzrost swobody działania, ale także odpowiedzialności maklera. Formalnie przed klientem odpowiadać będzie nadal dom maklerski, ale to maklerowi będzie zależało na tym, by nie dochodziło do żadnych konfliktów, a klienci byli zadowoleni z jego pracy - od tego przecież uzależnione będą jego zarobki i dalsza kariera.
Jest to rozwiązanie, które realizuje postulaty nie tylko maklerów, ale i domów maklerskich. Tym ostatnim pozwala na racjonalną obniżkę kosztów, z równoczesną szansą na znaczne poszerzenie bazy aktywnych klientów. Makler działający jako agent domu maklerskiego będzie znacznie bardziej mobilny, gdyż będzie się kontaktował bezpośrednio z klientem, co przecież może się odbywać bez konieczności wizyty klienta w POK-u. Są domy maklerskie, które - widząc korzyści w takim aktywnym docieraniu do klientów - chętnie pomogłyby maklerom w zorganizowaniu działalności agencyjnej. Jeżeli więc zależy nam na wzmocnieniu roli maklera na rynku kapitałowym, to jest to chyba najlepsza droga w tym kierunku. Oczywiste jest, że znacznie większej rangi nabierają wówczas zasady etyki zawodowej, kształtowane samodzielnie przez maklerów, czyli przez ich własny samorząd zawodowy.