Wrze wokół Polskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, które pod koniec maja zostało przejęte przez konsorcjum kilku polskich firm. Do ataku przystąpiła koalicja złożona z żerańskiej fabryki Daewoo-FSO Motor, byłego większościowego właściciela, oraz Polskiego Konsorcjum Finansowego, niedoszłego inwestora w spółce. Posypały się interpelacje poselskie do premiera i członków rządu. Poszły wnioski do prokuratury. Anatol Adamski, przewodniczący zarządu komisarycznego w TU Daewoo, odsunięty od projektu oskarżył m.in. przedstawiciela Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego o próbę wręczenia 1 mln zł łapówki. Kulisy transakcji ma badać ponoć Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pracownicy Daewoo FSO oflagowali zakład i rozpoczęli pogotowie strajkowe.
W czym tkwi problem
Daewoo FSO Motor zaczęło przygodę z ubezpieczeniami w 1998 r. Weszło kapitałowo do TUK, specjalizującego się w sprzedaży polis komunikacyjnych. Do spółki w wyniku podwyższenia kapitału trafiło 43 mln zł. Jednak od chwili przejęcia kontroli przez Daewoo FSO łączna strata towarzystwa wzrosła o 128,5 mln zł, do 166 mln zł. Jak to możliwe? Koreańczycy narzucili spółce niskie ceny za ubezpieczenia komunikacyjne, które w ramach promocji marketingowych były dołączane do samochodów sprzedawanych w sieciach dealerskich Daewoo FSO Motor.
Interwencja nadzór
Według Grażyny Brockiej, prezesa PTU, dochodziło do sytuacji, że o tym, po ile sprzedawane były polisy, decydowało Daewoo FSO, nie zakład ubezpieczeń. Pogłębiające się straty oraz brak szans na podwyższenie kapitału TU Daewoo zmusiły nadzór ubezpieczeniowy do wprowadzenia w maju 2001 r. zarządu komisarycznego. Kontrolerzy zbadali wówczas umowy ubezpieczeniowe zawierane przez spółkę, jednak ich finansowe konsekwencje można było w pełni oszacować pod koniec 2002 r. Na początku czerwca zarząd PTU oskarżył żerańską fabrykę o narażenie TU Daewoo, głównie wskutek narzucenia niekorzystnej polityki taryfowej w ubezpieczeniach komunikacyjnych, na 227 mln zł strat.