Reklama

Nafta rządzi krajem

Od czterech lat postępy rosyjskiej gospodarki jedni przyjmują z podziwem, inni z zazdrością. Na wszystkich wzrost PKB o 5 do 8% rocznie robi wrażenie, zwłaszcza na tle spowolnienia w krajach najbardziej uprzemysłowionych. Ale wszyscy też wiedzą, że nie byłoby takiego wzrostu bez drogiej ropy naftowej.

Publikacja: 05.07.2003 09:49

Trzeba też pamiętać, że punktem odniesienia dla obecnych sukcesów jest kryzys finansowy sprzed pięciu lat, który skończył się dewaluacją rubla, drastycznym zubożeniem społeczeństwa i paniczną ucieczką inwestorów zagranicznych od papierów denominowanych w rublach. Potracili oni krocie, gdy w sierpniu 1998 r. rząd ogłosił niewypłacalność z tytułu krajowego zadłużenia sięgającego 40 mld USD.

Trzeba też pamiętać o tym, że produkt krajowy brutto Rosji wynosi ok. 500 mld USD, a więc jest 20 razy mniejszy niż w Stanach Zjednoczonych i 16 razy mniejszy niż w strefie euro. A wiadomo, że o wiele łatwiej jest uzyskać większy wzrost czegoś małego, niż czegoś, co i tak jest już olbrzymie.

No i wreszcie, nie byłoby w Rosji w ostatnich latach żadnego wzrostu gospodarczego, gdyby nie zdrożała w tym czasie ropa naftowa. W dramatycznym 1998 r. średnia cena baryłki ropy wynosiła 13 USD, a w pamiętnym sierpniu tegoż roku spadła nawet do 10,5 USD, co spowodowało kryzys finansowy w Rosji. W następnych latach rosyjska gospodarka mogła się rozwijać, bo ropa stale drożała aż do 34 USD za baryłkę przed wkroczeniem Amerykanów do Iraku.

Strach przed tanią

iracką ropą

Reklama
Reklama

Rosyjscy ekonomiści i politycy już obliczają koszty wojny w Iraku. Prezydent Putin i u prezydenta Busha, i w czasie niedawnej wizyty w Londynie zabiegał o honorowanie kontraktów rosyjskich firm zawartych z reżimem Husajna. Ich wartość szacuje się na 30 mld USD. Ale nie o nie chodzi przede wszystkim. Rosjanie najbardziej boją się skutków spodziewanego spadku cen ropy na światowym rynku. "Niezawisimaja Gazieta" napisała to wprost: "Żołnierze Saddama Husajna zawiedli Moskwę - nikt tu nie przewidywał, że wycofując się zapomną podpalić naftowe złoża. W rezultacie znaczna część irackich zasobów już znalazła się pod kontrolą Amerykanów, a to oznacza, że spłonąć może rosyjski budżet".

Szacuje się, że wzrost ceny ropy o jednego dolara na baryłce to dodatkowe wpływy do rosyjskiego budżetu rzędu 1 mld USD. Rząd przyjmując projekt budżetu na przyszły rok założył, że baryłka ropy będzie kosztowała 20 USD. Minister finansów Aleksiej Kudrin na konferencji prasowej przyznał, że spodziewa się jednak tej ceny na poziomie 22 USD. Również z tych założeń budżetowych wynika, że baryłka ropy kosztująca 20 USD gwarantuje Rosji w najbliższych latach stabilny wzrost produktu krajowego brutto i produkcji przemysłowej o 4-5% rocznie. Taki wzrost gospodarczy spowoduje zaś obniżkę inflacji, nadwyżkę w handlu zagranicznym i umocnienie kursu rubla.

W I kwartale nadwyżka handlowa Rosji wzrosła o 64%, do 18,062 mld USD. Eksport wzrósł o 41%, do 30,436 mld USD, a import zwiększył się o 23,6% i wyniósł 12,347 mld USD. Produkcja przemysłowa w kwietniu skoczyła o 7,1%, a po czterech miesiącach była większa o 6,3% niż w takim samym okresie ub.r.

Umacnianie się kursu rubla sprawia, że Rosjanie przestają lokować pieniądze w rajach podatkowych i wybierają krajowe inwestycje. W I kwartale po raz pierwszy od upadku Związku Radzieckiego w 1991 r. więcej rosyjskiego kapitału wpłynęło na krajowy rynek, niż go opuściło.

Wracają

zagraniczni inwestorzy

Reklama
Reklama

Coraz łaskawiej patrzy też na ten rynek wielu zagranicznych inwestorów, również ci, którzy unikali jak ognia papierów denominowanych w rublach po kryzysie finansowym z 1998 r. Rosnące ceny ropy sprawiły, że w ciągu czterech lat obligacje rosyjskiego rządu stały się najchętniej kupowanymi papierami dłużnymi na emerging markets. Wystarczył spadek ceny ropy w marcu o 10 USD na baryłce, by inwestorzy zaczęli przenosić pieniądze do Ameryki Łacińskiej i na inne wschodzące rynki. Mimo że od początku 1999 r. inwestycje w rosyjskie obligacje dały 830% zwrotu.Ale już 18-proc. wzrost cen ropy od półrocznego minimum z końca kwietnia sprawił, że po dwóch miesiącach inwestorzy znowu zaczęli wracać. Bo tylko droga ropa pozwala mieć zaufanie do tamtejszej gospodarki. I chodzi nie tylko o rządowe papiery dłużne. Miasto Moskwa i największa rosyjska spółka Gazprom będą miały wiodący udział w tegorocznych emisjach krajowych obligacji. Ich łączna wartość ma sięgnąć 320 mld rubli, a więc 10 mld USD. Jest to trzy razy więcej niż przed dwoma laty i o jedną trzecią więcej niż przed rokiem.

Władze komunalne i spółki korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej, gdyż zmniejsza ona koszty obsługi zadłużenia. Rentowność pięcioletnich obligacji rządowych spadła do rekordowo niskiego poziomu 8,14%, a więc jest o połowę mniejsza niż przed rokiem. Dla porównania, pod koniec 1998 r. wynosiła ponad 100% dla trzyletnich papierów. Czteroletnie rublowe obligacje władz Moskwy mają obecnie rentowność 8,6%, wobec 16% dla rocznych papierów przed rokiem. W ub.r. drugie co do wielkości rosyjskie miasto St. Petersburg sprzedało 9-letnie obligacje, najdłuższe korporacyjne papiery w Rosji, co wskazuje na rosnące zaufanie inwestorów do tamtejszej gospodarki.

O wzroście tego zaufania świadczy też niedawna decyzja British Petroleum o zainwestowaniu w Rosji 6,15 mld USD. Pieniądze te zostaną przeznaczone na połączenie akcji naftowych i gazowych spółek, które posiada w Rosji BP z prawie wszystkimi aktywami rosyjskiej grupy kapitałowej Alfa-Renova. W efekcie powstanie trzeci pod względem wydobycia po Jukosie i Lukoilu holding naftowy w Rosji. Będzie miał prawa do złóż ropy szacowanych na 1,3 mld ton. W rekordowym pod względem wydobycia styczniu w Rosji wyprodukowano 34,1 mln ton ropy. Tak dużych pieniędzy jeszcze nikt w Rosji nie inwestował. Przez ostatnie 10 lat w sektory naftowy i gazowy włożono tam mniej niż 10 mld USD, a w ub.r. wartość wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych sięgnęła 4 mld USD.

Gaz tak samo ważny

jak ropa

Stan rosyjskiej gospodarki zależy nie tylko od dochodów ze sprzedaży ropy naftowej, ale także gazu ziemnego. Gazprom dostarcza państwu co czwartego rubla pochodzącego z podatków. Firma dotuje także znaczną część rosyjskiej gospodarki, gdyż prawo zobowiązuje ją do zaopatrywania przedsiębiorstw po cenach regulowanych przez państwo. W rezultacie za tysiąc metrów sześciennych gazu spółka dostaje na rynku wewnętrznym równowartość 16 USD, czyli poniżej kosztów produkcji. Za tę samą ilość wyeksportowanego surowca Gazprom dostaje 140-150 USD. Warto dodać, że koncern tylko w 38% jest własnością państwa.

Reklama
Reklama

Gospodarkę

trzeba różnicować

Całkiem zasadnicza dla przyszłości kwestia sprowadza się więc do pytania, jak długo może funkcjonować taka gospodarka. Rosyjskie Ministerstwo Gospodarki szacuje, że przy obecnym poziomie wydobycia, odkrytych już złóż ropy wystarczy najwyżej na 40 lat. Stąd usilne próby różnicowania gospodarki. I nieśmiałe jeszcze próby ograniczania wydatków budżetowych. W latach 2000-2002 wzrosły one o 48%, podczas gdy PKB zwiększył się w tym okresie o 19%. Nie można jednak wykluczyć, że w tym roku na dyscyplinę budżetową jeszcze nie można liczyć, bo po pierwsze, ropa wciąż jest droga, a po drugie, na jesieni odbędą się wybory parlamentarne i na wiosnę prezydenckie.

Priorytetem obecnego rządu jest przyciąganie do kraju zagranicznych inwestycji. Do zwiększenia zaufania inwestorów ma przyczynić się zmniejszanie zadłużenia kraju, wzrost rezerw walutowych, usprawnianie ściągania podatków, zmiany w przepisach regulujących własność ziemi.

Przez trzy lata dochody budżetu federalnego wzrosły o 71%, co pozwoliło na zlikwidowanie jego deficytu i wypracowanie nadwyżki. W przyszłym roku ma ona wynieść 95,1 mld rubli (3,1 mld USD), a więc 0,6% PKB. Co ważne, część tej nadwyżki będzie skierowana na specjalny fundusz stabilizacyjny, który ma pomagać gospodarce, gdyby ceny ropy gwałtownie spadły lub powstały jakieś inne zewnętrzne zagrożenia.W minionych trzech latach o 78% zwiększyła się w Rosji podaż pieniądza, co pozwoliło zlikwidować zaległości w wypłatach pensji w budżetówce i emerytur oraz skończyć z plagą umów barterowych. Wartość rezerw państwa w złocie i dewizach przekroczyła 40 mld USD. Na dorocznej konferencji prasowej prezydent Władimir Putin zapowiedział obniżenie od 1 stycznia podatku VAT o 2% i zniesienie podatku od sprzedaży. Ma być też poprawiona struktura kilku innych podatków, w tym podatku od osób fizycznych. Od podstawy opodatkowania będzie można odjąć wydatek na zakup nieruchomości.

Reklama
Reklama

Wiele krytycznych uwag zebrały reformy realizowane jeszcze w epoce Borysa Jelcyna, ale nie ma najmniejszej wątpliwości, że w wielu obszarach mają one pozytywne czy wręcz zbawienne skutki. Przełamano przecież izolację kraju od świata zewnętrznego, zdemontowano mechanizmy gospodarki nakazowej i wewnętrznego monopolu handlu. Tym samym zlikwidowano deficyt towarów i usług, nękający ten naród przez 70 lat. Wbrew dość powszechnym opiniom, Rosjanie szybko przestawili się na rynkowy sposób działania i myślenia, co spowodowało wyraźny postęp w dyscyplinie i kulturze pracy, bo przywróciło sens zarabianiu. Za pieniądze bez problemu można przecież kupić wszystko, czego kiedyś nie było. Powstały i działają różne instytucje gospodarki rynkowej, a więc banki komercyjne, rynki hurtowe, giełdy papierów wartościowych. Powstała wreszcie liczna i prężna grupa prywatnych przedsiębiorców.

Za kilka lat może więc okazać się, że bez drogiej ropy rosyjska gospodarka też może funkcjonować i rozwijać się. Chociaż długo jeszcze wysoka cena ropy będzie dla Rosji korzystna, ale niska nie będzie już powodowała kryzysów finansowych.

Coraz więcej rosyjskich miliarderów

Na świecie najbogatszych ludzi ubywa, a w Rosji jest ich coraz więcej. Amerykański magazyn "Forbes" w tegorocznym rankingu doliczył się 17 rosyjskich miliarderów, i to dolarowych. Rok wcześniej było ich siedmiu. Aż sześciu obecnych miliarderów to udziałowcy spółki naftowej Jukos. Wśród nich jej prezes, najbogatszy Rosjanin, 40-letni Michaił Chodorkowski. Jego majątek "Forbes" oszacował na 8 mld USD, a przed rokiem na zaledwie 3,7 mld USD.

Ameryce zależy na taniej ropie

Reklama
Reklama

Wielu analityków tuż po wkroczeniu Amerykanów do Iraku wieszczyło rychły kres ery drogiej ropy. Jej niższe ceny o wiele skuteczniej pomogą Stanom Zjednoczonym przezwyciężyć spowolnienie gospodarcze niż wszystkie redukcje stóp procentowych dokonywane od trzech lat przez Fed. Oprócz korzyści ekonomicznych tania ropa, a zwłaszcza benzyna, to w USA ważny czynnik psychologiczny, a w rezultacie i polityczny. W I kwartale benzyna w USA podrożała o 25%, co w znacznym stopniu przyczyniło się do spadku zaufania amerykańskich konsumentów w marcu do poziomu najniższego od 10 lat, zaś pesymistycznie nastawiony Amerykanin mniej kupuje, a wydatki gospodarstw domowych generują dwie trzecie tamtejszego PKB. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że Ameryce bardzo zależy na taniej ropie. Zajęcie Iraku może ten cel przybliżyć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama